niedziela, 26 lutego 2017

Maseczkowy challenge #2

Hej dziewczyny!

Zgodnie z naszym postanowieniem - powracamy z maseczkowym postem. 
Nie ma co się oszukiwać, że w tygodniu nie za bardzo znajdujemy czas na takie rzeczy jak robienie maseczek. Natomiast weekend nadaje się idealnie na 'domowe spa'.

Dzisiaj na tapetę weźmiemy maseczkę Yves Rocher Hydra Vegetal - maska intensywnie nawilżająca. Produkt nabyłyśmy przy okazji promocji w sklepie stacjonarnym. Szczerze mówiąc już nie pamiętam o co chodziło ale jestem zadowolona, że po niego sięgnęłyśmy.


Zapewnienie producenta:
Lekka, świeża konsystencja zapewnia dogłębne nawilżenie skóry. 
Efekt: skóra jest głęboko, intensywnie nawilżona, świeża i promienna.

Maseczka ma lekką konsystencje i świetnie rozprowadza się po twarzy. Najchętniej sięgałam po nią podczas kąpieli, nakładałam ją, relaksowałam się i na koniec ją zmywałam. Jak dla mnie było to rozwiązanie idealne, ponieważ maseczka wymaga trzymania na buzi tylko 5 minut.

Po stosowaniu tego produktu miałam wrażenie, że moja buzia odżywała. Stawała się jędrna, promienista i bardziej nawilżona. 
Myślę, że producent w 100 % spełnił moje oczekiwania co do tego produktu. Bardzo lubiłam po niego sięgać, czasem robił cuda z moją buzią w szczególności kiedy byłam bardzo zmęczona. 

niedziela, 19 lutego 2017

Niedzielne zakupy

Cześć!

Dosyć dawno nie pojawiał się żaden post zakupowy. W związku z tym postanowiłyśmy z Agą pokazać Wam co ostatnio wpadło nam do koszyka. 
Zakupy były bardzo skromne, jak dla mnie niedzielne popołudnie nie jest idealne na wypad do galerii.


Głównym powodem naszej eskapady był zakup prezentu dla koleżanki z pracy, a co kupiłyśmy przy okazji?
W Rossmannie trafiłyśmy na promocję na szamponów z L'biotici. W koszyku znalazło się również miejsce dla żelu pod prysznic z Isany o zapachu jabłka, piękny lekko cierpki zapach oraz zestawu uroczych kolczyków. 

W Nanu Nana zapanowała już wiosna dlatego wybrałam kilka pastelowych dodatków: wazonik filcowa podkładka, a także bukiecik sztucznych kwiatków, które już ozdobiły mój stolik do kawy:) Nie wiem jak Wy ale ja zawsze wchodząc do sklepu z takimi artykułami mam wrażenie że wszystko chciałaby mieć. 

Na koniec wybrałyśmy się do breshki gdzie Aga wybrała śliczną małą torebeczkę. Już od dawna polowala na coś takiego, na co mogłaby zamienić dużą i ciężką torebkę. 

 I to tyle z naszych zakupowych łupów :D Dajcie znać co ostatnio Wam wpadło w łapki :)

sobota, 11 lutego 2017

Płyn micelarny Selfie Project

Hej dziewczyny!

Od jakiegoś czasu zmieniłam swoje nawyki w kwestii demakijażu i chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na temat kosmetyku Selfie Project. 

Moją ulubioną formą demakijażu jest stosowanie płynów micelarnych. Niestety nie jestem wielką fanką żeli micelarnych, ponieważ zawsze mam wrażenie, że zmyty makijaż bądź piana dostanie mi się do oczu i je podrażni. 


Od producenta :
Płyn micelarny zawiera aktywne substancje oczyszczające, które jednym ruchem usuwają makijaż i sebum. Pozostawia skórę czystą i świeżą, przygotowaną do dalszej pielęgnacji. Redukuje wypryski, odblokowuje pory, matuje. Łagodzi. Nie powoduje przesuszenia. 

Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Cynk PCA i Panthenol wspólnie przeciwdziałają niedoskonałościom. Cynk PCA zmniejsza produkcję sebum i hamuje wzrost bakterii odpowiedzialnych za trądzik. Panthenol działa nawilżająco i łagodzi podrażnienia. Aloe Juice naturalny sok z aloesu ma właściwości przeciwzapalne i kojące podrażnioną skórę. Intensywnie nawilża, wspomaga gojenie niedoskonałości.

Skład:

 Aqua, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Zinc PCA, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Capryloyl Glycine, Xylitylglucoside, Hexylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Trideceth-9, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool.


Moja opinia:
Moja przygoda z marką Selfie Project rozpoczęła się dzięki spotkaniu blogerskiemu, gdzie otrzymałam 3 produkty tej firmy - płyn micelarny, bibułki matujące oraz puder. 

Od razu zabrałam się za testowanie micela, ponieważ mojej skórze przyda się odpoczynek od jego poprzedników. Poza tym nie oszukujmy się zawsze warto sięgnąć po coś nowego, bo może to będzie nasz nowy ulubieniec? 

Troszeczkę tak jest w tym przypadku. 

Zacznijmy od początku - produkt umieszczony jest w przeźroczystej butelce 250 ml. Jako aplikator mamy tradycyjny korek z 'dziurką' dzięki czemu nie wyleje się nam od razu cały produkt na wacik. 
Zapachem złudnie przypomina coś między perfumem Pret a Porter a zieloną herbatą. Wcale mi to nie przeszkadza, ponieważ lubię i jedno i drugie.
Dodatkowo dzięki temu zapachowi można uzyskać efekt lekkiego odświeżenia buzi

Co do samego działania - jestem usatysfakcjonowana - przy użyciu 2 wacików mam czystą całą twarz. Płyn nie podrażnia  okolicy oczu ani ranek na twarzy. Nie wysusza cery. 


Co można powiedzieć na minus? 

Produkt sam w sobie jest gorzki - więc jeśli zmywamy szminkę z ust musimy pamiętać kolejno o przetarciu ust tonikiem lub po prostu je umyć.

Nie jestem pewna czy produkt przyczynia się do odblokowania porów. Niestety nie zauważyłam różnicy jeśli chodzi o te obietnicę producenta. Jednak nie przeszkadza mi to, ponieważ żaden z jego poprzedników też tego nie robił.

Cały asortyment Selfie Project dostępny jest w sieci Rossmann (250 ml/ 11.99). Warto nadmienić, że firma ma swoją siedzibę w Gdyni.


Miałyście już jakiś produkt tej marki? A może miałyście ten micelek? Dajcie znać.

niedziela, 5 lutego 2017

Zużycia stycznia

Hej!

Minął nam kolejny miesiąc, więc przyszedł czas na "pochwalenie" się tym co udało nam się zużyć.


Zaczniemy od chwili relaksu czyli - Avon płyn do kąpieli o zapachu mango. Bardzo lubię te kosmetyki z Avonu, nie dość, że pięknie pachną to robią świetną pianę, która jest gęsta, zwarta i utrzymuje się przez całą kąpiel. Dzięki temu mogę spokojnie zapomnieć o troskach i cieszyć się chwilą wytchnienia w wannie.

Kneipp kremowy płyn pod prysznic o zapachu mleka figowego i olejku arganowego, o którym pisałam TU.

Schauma szampon do włosów farbowanych kolejne opakowanie. Fajny kosmetyk robi to co ma robić, stosuję go na przemian z innymi szamponami. Chętnie poszperam za innymi szamponami do włosów farbowanych, więc jeśli macie swoich ulubieńców - dawajcie znać ! :)

Antyperspirant Fa Fruit me up, bardzo ładny jak dla mnie brzoskwiniowy zapach. Chronił przed nieświeżym zapachem oraz nie pozostawił białych plam na ubraniach. Może jeszcze kiedyś go kupię:) Ta wersja kojarzyła mi się bardziej z ciepłymi dniami niż tym co mamy za oknem.

Kolejny kosmetyk to Batiste, tym razem do włosów ciemnych. Nie będę się o nim rozpisywać jak dla mnie są to najlepsze suche szampony i chętnie sięgam po nowe wersje.

Farmona Tutti frutti peeling o zapachu melon i arbuza. Co tu napisać... dobry zdzierak, ale... mało wydajny a zapach sztuczny nawet nie wiem do czego go porównać. Kupiłam go ponieważ szukałam czegoś fajnego do buzi, jednak okazał się dla mnie za ostry - używałam go bardziej uda. Nie kupię go ponownie.

Selfie project płyn micelarny moje nowe odkrycie, ale o tym kiedy indziej, na jego temat będzie osobny post. Z tego co mogę Wam na razie napisać to jestem z niego bardzo zadowolona.

Rimmel mascara volume colourist nie był to mój ulubieniec i tak naprawdę to cieszę się, że już się skończył.

Maseczka nawilżająco-odżywiająca Oriental Teraphy. Bardzo lubię maseczki w płacie, ta również mnie nie zawiodła. Świetnie nawilżyła skórę twarzy nie pozostawiając na niej lepkiej warstwy.
Kolejna maseczka tym razem z zielonej glinki z Dermaglin, o której pisałam TU. Ta również świetnie poradziła sobie z moją twarzą ^^.

Udało nam się również zużyć 1 lakier do paznokci, co uważam za wielki wyczyn! Mowa tutaj o MUA Bright Coral. Piękny kolor umieszczony w malutkiej buteleczce. Swojego czasu chętnie po niego sięgałam, jednak później zaczął się już ciągnąć. 

Bell Lip Tint - jedne z pierwszych produktów tego typu w mojej kosmetyczce. Wcale nie byłam nim zachwycona, miałam dziwne wrażenie po jego aplikacji. Dodatkowo wcale nie było go widać po pierwszym nałożeniu. 

Dwa woski, o których możecie poczytać TU i TU. Oba piękne dosyć intensywne zapachy, idealne do palenia jesienią oraz zimą.


To już koniec, a Wam jak poszły styczniowe denka? Dajcie koniecznie znać!

wtorek, 31 stycznia 2017

Styczniowe pudełko Liferia

Hej, dziewczyny!

Dziś pokażę Wam jeszcze cieplutkiego boxa, którego odebrałam z poczty wracając z pracy.


W środku znalazłam  standardowo 5 produktów:
  • Yasumi krem z witaminą C miniatura 15ml/ok.50 zł. 
Muszę przyznać, że z tego kosmetyku cieszę się najbardziej. Rozjaśnia, redukuje przebarwienia, a także działa nawilżająco i przeciwzmarszczkowo. Zobaczymy jak się sprawdzi...
  • Beaver Professional mgiełka odżywczo-nawilżająca miniatura 50 ml/ ok.25 zł. 
Ostatnio nawet myślałam o tym, że fajnie by było gdyby w następnym pudełeczku było coś do włosów. Uwielbiam przeróżne maski, mgiełki oraz odżywki do włosów. Uważam, że tego typu kosmetyków pielęgnacyjnych nigdy za wiele.
  • India Cosmetics serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni produkt pełnowymiarowy 50ml/ 20 zł.
 Serum z olejem z konopi, koryguje niedoskonałości oraz regularnie stosowany pobudza odbudowę naskórka.
  • Felicea, naturalna konturówka do ust- produkt pełnowymiarowy 20 zł
  • Mizon głęboko oczyszczająca maska 26 złotych.

Było to ostatnie pudełko z mojej 3 miesięcznej subskrypcji. Wydaje mi się, że w porównaniu do dwóch poprzednich wypada niestety najgorzej. Nie wiem czy skuszę się na kolejny zakup, głównie dlatego, że w między czasie nazbierało mi się znowu sporo kosmetyków i ktoś musi je zużyć ^^

sobota, 28 stycznia 2017

Indigolicious, słodziak do rąk

Hej!

Na grudniowym spotkaniu blogerek otrzymałyśmy kilka produktów marki Indigo. 
Myślałam, że Indigo zajmuje się głownie lakierami, a tu proszę niespodzianka. 
W swojej ofercie oprócz lakierów, mają także kosmetyki do kąpieli, perfumy, balsamy, masła oraz kremy do ciała, rąk i wiele innych. 

Dziś napiszę kilka słów o kremie do rąk o dźwięcznej nazwie Indigolicious. W cale się nie dziwie, że produkt otrzymał taką nazwę :) Opakowanie samo w sobie jest strasznie urocze, a dodatkowo krem pachnie słodziutko.


'Buteleczka' to twardy przeźroczysty plastik imitujący tubkę, która zakończona jest pompką. Od razu produkt otrzymuje ode mnie ogromnego plusa, ponieważ jest to idealne rozwiązanie przy kosmetykach do dłoni. Dozowanie produktu jest dzięki temu łatwiejsze, bardziej estetyczne i nie muszę się martwić czy zdołam zakręcić opakowanie po aplikacji. 

Konsystencja kremu jest lekka, szybko się wchłania nie pozostawiając tłustego filmu. Ja potrzebuję kilku pompek aby uzyskać efekt nawilżonych dłoni.

  Zapach produktu jest słodki, a jednocześnie dosyć intensywny. Niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć czym dokładnie pachnie ten krem - może troszeczkę migdałami? W każdym razie jego stosowanie sprawia mi przyjemność i chętnie po niego sięgam kiedy czuję, że moje dłonie potrzebują nawilżenia.

30 ml kremu kosztuje 15 złotych - moim zdaniem jest to adekwatna cena do jakości produktu.

sobota, 21 stycznia 2017

Maseczkowy challenge

Hej!

W związku z tym, że ostatnio dopadło mnie jakieś podłe choróbsko postanowiłam napisać kilka postów do 'schowka'. Dzięki temu jeśli nie będziemy miały weny bądź czasu mamy możliwość wstawienia już czegoś gotowego.

Na temat, a w sumie mam nadzieję że na serię tego typu postów wpadłyśmy podczas pisania notki o maseczkach Dermaglin o TU

Kiedy zaczęłyśmy przeglądać nasze pudełko z próbkami/maseczkami dopadło nas lekkie przygnębienie i szok "kurczę ile tego jest...". Nie wiem czy też tak macie, ale ile razy jestem w drogerii to albo do zakupów jako gratis dodawane są jakieś próbki bądź same wrzucamy jakieś maseczki 'na wypróbowanie'. Tym sposobem mam naście saszetek, których nie mam kiedy zużyć. Stwierdziłyśmy z Agatą, że trzeba coś z tym zrobić i wymyśliłyśmy, że co najmniej raz w miesiącu będzie pojawiać się post na temat maseczki, którą właśnie zużyłyśmy do: twarzy, rąk bądź stóp. Jeśli macie ochotę to Was również zapraszamy do zabawy.


Na pierwszy ogień idzie Bania Agafii Daurska maska do twarzy tonizująca. 
To co mi się podoba w ich opakowaniach to to, że saszetka ma zakrętkę dzięki temu kosmetyk jest do wielokrotnego użytku. Zawartość opakowania nie zasycha a jednocześnie jej aplikacja jest bardzo higieniczna. Przy 'denkowaniu' produkt łatwo wycisnąć ją do końca. 
Maseczka jest kremowej konsystencji, ma lawendowy kolor. Jej zapach można określić jako dość intensywny jednak przyjemny i lekko ziołowy. 
Maseczkę nakładamy na 10 minut po czym zmywamy ciepłą wodą. 

Moja skóra po użyciu produktu jest nawilżona, jędrna i 'świeża'. Wprost idealna w chwilach relaksu. W opakowaniu jest aż 100 ml maseczki, ja za swoją zapłaciłam 5,90 czyli na prawdę nie wiele.

No i pierwsza maseczka za nami jeśli macie ochotę przyłączyć się do naszego 'maseczkowego wyzwania" to ZAPRASZAMY!