wtorek, 17 stycznia 2017

Lashvolution efekty po miesiącu używania

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami pierwszymi efektami testowania serum pobudzającego wzrost rzęs , które otrzymałam podczas trójmiejskiego spotkania blogerek.
Moje rzęsy nie są złe, jednak chciałam aby stały się bardziej gęste oraz dłuższe. Zobaczymy czy po miesiącu używania widać już jakieś efekty.

Kosmetyk dostajemy w kartonowym rozsuwanym opakowaniu, w którym znajduje się serum w formie eyelinera, instrukcja oraz miarka. Aplikator jest dość sztywny oraz precyzyjny dzięki czemu produkt nie rozlewa się poza linię rzęs.


Kilka informacji ze strony producenta:

LashVolution zapewnia maksymalną efektywność działania, potwierdzoną niezależnymi badaniami. Odżywka przyspiesza naturalny wzrost rzęs, dzięki czemu jest wyjątkowo skuteczna,
a zarazem bezpieczna.
  • pierwsze efekty możesz zaobserwować już nawet po 14 dniach
  • maksymalny efekt uzyskasz po pełnych 4 miesiącach stosowania
  • efekty będą bardziej widoczne niż przy sztucznych rzęsach
  • naturalna alternatywa dla sztucznych rzęs
przed
po


 W przeciągu miesiąca moje rzęsy stały się dłuższe oraz odrobinę gęstsze. Mam wrażenie, że są bardziej elastyczne dzięki czemu rzadziej wypadają.
Jak na razie jestem zadowolona i jednocześnie ogromnie ciekawa efektów po 3 miesiącach kuracji.

niedziela, 15 stycznia 2017

Zapachy na zimę według makeuplisty

Cześć ! 

To co się dzieje za oknem - hulanki śnieżne i minusowa temperatura zainspirowały nas do przygotowania dla Was posta o naszych ulubionych zapachach na zimę. Od razu mogę Wam się przyznać, że nie jest to ani post sponsorowany ani nie wystąpią tu wielkie marki. Według mnie jeszcze nie spotkałam się z żadnym godnym polecenia zapachem na zimę (może pomijając klasyka CK Euphorię).



Zacznijmy od czegoś prostego czym jest Yves Rocher Karmelizowana gruszka. Zapach bliźniaczo podobny do jabłka w karmelu, o którym mowa była tutaj. Tę wodę dostałam na święta jeszcze kiedy używałyśmy tej jabłkowej. 
Woda zawiera w sobie tony słodyczy, lekkiej wanilii i gruszki. Pierwsze skojarzenie podczas wąchania to świeżo otwarty słoik kompotu gruszkowego z goździkami! Długo myślałam co ten zapach mi przypomina i w końcu na to wpadłam. Chętnie po niego sięgamy w zimowe dni. Jest słodki, otulający, przy każdym ruchu czujesz się jak w ciepłym domu. Skojarzenia bardzo podobne jak w przypadku tej jabłkowej wersji. Po prostu magia!

Kolejna propozycja ma swoje korzenie również w mroźnej aurze. Zapach Avon Luck miałam okazję poznać kilka lat temu w Warszawie. Pamiętam, że wtedy mrozy również dochodziły do -10, a mimo to ja chodziłam po mieście zamiast siedzieć w domu.
Nuty zapachowe to: czerwone owoce, białe kwiaty, cytrusy i drzewo sandałowe. Może właśnie dlatego tak mi się podoba ze względu na to drzewo sandałowe i może jeszcze dlatego, że wyczuwam gdzieś tam lekką wiśnie? Zapach jest słodki ale nie za słodki, lekko orzeźwiający - kwaskowo-gorzki jak grejpfrut. Na pewno nie można powiedzieć, że jest to banalny zapach. Dzięki tej unikalności świetnie nadaje się na mrozy a także na wieczory.
Sam flakonik wygląd świetnie, luksusowo i dosyć dziewczęco - wykonany jest z grubego szkła i ozdobiony złotą kokardką przy dozowniku.



Dwie ostatnie propozycje również mają swoją historię w Warszawie - mgiełki zapachowe Bath & Body Works - Japanese cherry blossom oraz Twilight Woods.

Zacznijmy od pięknej japońskiej wiśni - słodkiej, lekko ciężkiej fenomenalnej mgiełki w której zakochałam się od pierwszego psiknięcia. Czytając nuty tej wody jestem zaskoczona co w składzie mamy wszystkie 'zimowe' zapachy. Jedyne co mogę napisać to uczucie, które daje nam ta mgiełka to założenie ciepłego, przyjemnego swetra zaraz o poranku po wyjściu z łóżka. Zapach jest ciepły, lekko drzewny. Jeśli mam być szczera to bardzo mało jest tej wiśni w wiśni ale ma to coś dzięki czemu masz ochotę cały dzień wdychać ten zapach ! 

Kolejnym świetnym zapachem od B&B Works jest Twilight Woods. Ten zapach kupiłam już z tego co pamiętam jakoś w wakacje ale z myślą o chłodniejszych dniach. 
Zapach bardzo podobny do Luck ale na swój sposób inny - tajemniczy, uwodzicielski, lekko ciężki. Kojarzy się z mglistym dniem pośród drzew. Nie wiem czy to będzie zgodne z prawdą ale tutaj również wyczuwam wiśnie, lekko drzewo sandałowe, Cóż mogę Wam powiedzieć więcej jestem zachwycona zarówno tym zapachem jak i jego poprzednikiem. 

Jedyne czego żałuję to to, że nigdzie w okolicy nie ma B&B works i nie mogę spędzać tam połowy dnia żeby wybierać kolejne zapachy. Oczywiście pozostają zakupy przez internet, jednak wiem że wiele ich zapachów jest zarówno fenomenalne jak również nie w moim guście.

Jeśli macie któryś z tych zapachów koniecznie dajcie znać. A może macie innych faworytów na zimowe dni? Czekamy na Wasze odpowiedzi. Trzymajcie się ciepło!

środa, 11 stycznia 2017

Mroźny styczeń

Cześć dziewczyny!

Jak przeżyłyście te kilka mroźnych dni? Muszę się Wam przyznać, że czwartek dał mi w kość. Na szczęście byłam ciepło ubrana i założyłam odpowiednie buty(martensy), jednak niestety i tak czekałam ponad godzinę na transport w stronę domu  i wracałam 2.5 h autobusem (zawsze zajmuje to ok 45 min). Ulice przed blokiem zostały odśnieżone dopiero w sobotę wieczorem, co uważam za skandal. 

W taką pogodę, kiedy nawet w domu staje się zimno, a za oknem widzimy -15 stopni na termometrze człowiek ma ochotę zakopać się w łóżku i nie wychodzić z niego aż do wiosny. W te mroźne dni w moje ręce wpadły 2 typowo zimowe zapachy YC - słodko-ciężki Wild Fig oraz orzeźwiająco-ostry Kilimajaro Stars.


Zaczniemy od tego słodszego zapachu Wild Fig dzięki, któremu można poczuć prawdziwy odpoczynek. Z czym mi się kojarzy mi się ten zapach ? Z błogim lenistwem. Pomieszczenie wypełnia się zapachem podobnym do tego znanego mi z dzieciństwa - suszonych fig. Jednak tu powstaje troszeczkę inna mieszanka wyrazistości i słodyczy. Nie jestem w stanie Wam tego lepiej opisać. Dzięki tej tarcie możemy się zrelaksować i przywołać w pamięci dobre wspomnienia beztroskich chwil.



Kontrastem dla Wild Fig jest Kilimanjaro Stars. Po tartę również chętnie sięgałam w zeszłą zimę, jak możecie zauważyć jestem ogromną fanką wszelkich 'męskich zapachów'. Ten wosk nie należy do moich TOP ulubieńców, chociaż ma on w sobie 'to coś'. 

W składzie tarty można wyczuć aromaty mięty oraz paczuli i rzeczywiście jeśli chodzi o mnie zgadzam się tutaj w 100%. Po podgrzaniu wosku dzieje się coś takiego, że z wow robi się takie - ech, no w sumie może być. Daje on nam ten 'męski zapach' w pomieszczeniu i robi robotę podgrzewania i otulania swoim aromatem ale powiedziałabym śmiało, że jest to troszeczkę podróbka Naomi Cambpel Cat Deluxe z dodaniem tej mięty.

Niestety oba woski nie są moimi ulubionymi ale jeśli miałabym wybrać to oczywiście  wzięłabym Kilimanjaro Stars. Oba woski oczywiście można zakupić na stronie goodies.pl

Powiedzcie jakie macie sposoby na te mrozy. Jaki jest Wasz sposób na relaks? 

sobota, 7 stycznia 2017

Grudniowe denko

Witajcie!
 Nadszedł styczeń a z nim pora na grudniowe denko.


W zeszłym miesiącu postawiłyśmy z Agą na kończenie resztówek kremów. Dzięki temu w denku znalazły się:
  • Chantarelle na dzień o którym możecie poczytać TU
  • Soraya regenerujący krem na dzień i na noc z kwasem Hialuronowym. Krem ślicznie pachniał i za każdym razem po stosowaniu miałam wrażenie, że buzia wygląda na o wiele bardziej wypoczętą i świeżą
  • Peeling ujędrniający Lirene o zapachu mango, o którym pisałam TU. Całkiem Fajny gruboziarnisty zdzierak. Może jeszcze do niego kiedyś wrócę. Jak na razie zużywam swoje zapasy ^^
  • Eveline Cosmetics normalizujący tonik matujący 3 w 1 do cery tłustej i mieszanej. Oczyszcza oraz odświeża skórę. Idealny kosmetyk do porannej pielęgnacji. 
  • Kolejne opakowanie mojego ulubionego zmywacza do paznokci Isana.
  • AA Intymna płyn do higieny intymnej. Cóż robi to co ma robić, nie będę rozpisywać się na jego temat.
  • Miniatura kremu do rąk l'occitane o zapachu róży. Kosmetyki o tej nucie zapachowej nie należą do moich ulubionych. Mimo to z kremem się polubiłam moje dłonie po jego użyciu były idealnie nawilżone. Nie odczuwałam na nich tłustego filmu, a krem dość szybko się wchłaniał. Może kiedyś wypróbuję inną wersję zapachową ;)
  • Oriflame amethyst fatale to bardzo trwały, ciężki zapach. Idealny na wieczory choć na pewno nie dla każdego. Nawet jeśli jest w regularnej sprzedaży to raczej do niego nie wrócę.
  • Miss choc de cardin to zupełne przeciwieństwo poprzednika. Zapach ciepły, słodki idealny na dzień. Kupiłam go w Rossmannie.
  • Kallos bananowa maska do włosów. Pięknie pachniała, moje włosy po jej użyciu były sypkie, lśniące, dobrze się rozczesywały. Nie obciążała ich. Pewnie się jeszcze skuszę choć tym razem na inną wersję zapachową. 
  • Balsam do włosów- aktywator wzrostu bania agafii. Nie jestem pewna czy można powiedzieć żeby w jakiś sposób wpływ na wzrost włosów. Nie zauważyłam znaczącej różnicy, dodatkowo nie pomagał w rozczesywaniu.
  • Dermaglin przeciwzmarszczkowa maseczka, o której możecie przeczytać TU. Tak jak wcześniej pisałam świetna maseczka z glinki do której na pewno wrócę.
  • Regenerujące płatki kiwi kupione w Biedronce. Faktycznie miały działanie orzeźwiające jednak na mnie wrażenia nie zrobiły. Nie kupię ponownie.
  • Sephora plaster na nos mający na celu pozbycie się zaskórników. Produkty tego typu zasługują koniecznie na dużo więcej uwagi, jednak jak na razie mówię stanowcze nie. Produkt nic nie pomaga, po prostu jest i nadaje się do wyrzucenia.
  • Coś niekosmetycznego to wosk Yankee Candle Spiced Orange. Idealny na zimowe wieczory zresztą jego recenzja już się kiedyś pojawiła, ooo TU ;) oraz Car Vent Stick o zapachu Midsummers Night - jest to jeden z moich ulubionych zapachów wśród wosków więc postanowiłam zakupić również coś do samochodu. Zapach pięknie się unosił i jazda sprawiała mi więcej przyjemności niż zawsze. 
  • Kilka lakierów Essence do robienia stempelków niestety zrobił się z niego glutek. Virtual nr 84 i 106 zużyte prawie do samego końca.
  • Trzy szminki Miss sporty 053 ognista czerwień, 020 typowy nudziak i Maybelline 132 również nudziak tle że brokatowy :( pożegnałam się z nim bez żalu.

To by było na tyle, lecę oglądać Wasze posty :*

środa, 4 stycznia 2017

Grudniowe pudełko Liferia

Hej!

Jak tam Wasze samopoczucie w nowym roku? Lista z noworocznymi postanowieniami gotowa?
Dziś napiszę kilka słów o kolejnym boxie, który otrzymałam w zeszłym tygodniu. Jest to grudniowe pudełko wspaniałości Liferia. 
W środku znalazłam przede wszystkim życzenia oraz rozpiskę co znajduje się w pudełku, czego bardzo brakowało mi ostatnim razem.



  • MIZON wygładzający żel z aloesem
  • TOŁPA żel do mycia twarzy i oczu
  • VG PROFESSIONAL prasowany róż mineralny
  • NEAUTY mineralny cień do powiek w odcieniu sea shell
  • INSTITUTO ESPANOL AVENA regenerujący krem do ciała i rąk z kolagenem i ekstraktem ze śluzu ślimaka

Wszystkie produkty są pełnowymiarowe. Muszę przyznać, że od bardzo długiego czasu nosiłam się z myślą o zamówieniu jakiegoś boxa. Niestety większość z tych, która została wypuszczona na polskim rynku pozostawia wiele do życzenia. W przypadku tych pudełek z Liferia jestem mile zaskoczona mam nadzieje, że dalej będą utrzymywać ten sam poziom. 

A wy zamawiacie boxy? Macie jakieś swoje ulubione?


piątek, 30 grudnia 2016

Domowe spa z Dermaglin

Hej!

Dziś przyszedł czas na post relaksacyjny. 
W weekendy kiedy mam trochę więcej czasu lubię rozpieszczać moją skórę. Jest to również pretekst aby zużyć maseczki, które notorycznie zalegają w mojej szufladzie ;)


Tym razem skusiłam się na glinki z Dermaglin. Wybrałam maseczkę przeciwzmarszczkową.

Od producenta:
BIO maseczka bazująca na harmonijnym połączeniu minerałów pochodzących z zielonej glinki kambryjskiej, naturalnych ekstraktów roślinnych oraz kwasu hialuronowego. Nadaje natychmiastowy efekt liftingujący, wygładzający i regenerujący. Skutecznie likwiduje „cienie” pod oczami, wygładza zmarszczki mimiczne. Naturalnie wzmacnia skórę dostarczając jej niezbędnych makro i mikro elementów. Zawiera żeń-szeń – panaceum na wszelkie dolegliwości skórne, wykazując działanie odmładzające, ujędrniające, stymulujące odnowę naskórka. Odżywczy olej jojoba przywraca skórze wyjątkową gładkość i miękkość. Kwas hialuronowy najcenniejszy surowiec nawilżający – wiąże wodę w skórze.

Maseczka umieszczona jest w saszetce dzielnej na dwa co uważam za ogromy plus. Taka połówka wystarcza idealnie na jedno zużycie. Konsystencja produktu jest dosyć gęsta, nic nie spływa nam z buzi. Maseczka dosyć szybko zastyga na twarzy. Powoduje lekkie uczucie ściągnięcia jednak idealnym sposobem na to zjawisko jest woda termalna, która świetnie sobie z tym radzi . Po jej użyciu moja cera jest zmatowiona, gładka oraz przyjemnie napięta. Po zmyciu produktu nie potrzebowałam żadnego wspomagacza w postaci kremu.
Muszę przyznać, że pierwszy raz używałam tego produktu ale już wiem, że nie jest to ostatni raz.


Kolejnym produktem, który umilił mi wieczór jest maseczka do stóp ze skłonnością do pocenia. W składzie maseczki można znaleźć zieloną glinkę kambryjską, miętę oraz olejek cytrynowy.

Od producenta
Bazę maski stanowi zielona glinka kambryjska - źródło minerałów o właściwościach terapeutycznych. Są to głównie mikrogranulki krzemu, które delikatnie złuszczają zrogowaciały naskórek i stymulują jego odnowę. Miedź i cynk o udowodnionych naukowo właściwościach antybakteryjnych, zapobiegają poceniu się stóp oraz łagodzą podrażnienia i otarcia. 
Zawartość mięty oraz zielonej herbaty stanowi naturalną "zieloną kurację dla stóp", jest gwarancją świeżości oraz aksamitnej gładkości. 

 Co prawda nie mam problemu z nadmiernym poceniem się stóp, jednak wiadomo jak zachowują się stopy w obuwiu zimowym w ciepłych pomieszczeniach :) Maseczka również jak jej poprzedniczka umieszczona jest w saszetce, która z powodzeniem wystarcza na jedno użycie. Po nałożeniu produktu odczuwalny jest efekt chłodzenia. Maseczka ma przyjemny i niedrażniący zapach.
Maseczkę należy nałożyć na stopy aż na 30 minut. Po jej zmyciu zauważyłam, że moje stopy są miękkie i odprężone. Co do usunięcia zrogowaciałego naskórka nie zauważyłam zmian. Uważam, że produkt nie posiadający substancji zdzierających nie jest w stanie zaradzić tego typu problemowi. Niestety nie mogę powiedzieć nic na temat zmniejszenia się potliwości stóp.
Maska sama w sobie nie była zła, jednak nie jestem fanką takich produktów do stóp - 30 minut to długi okres czasu i może ten fakt też wpływa na moją ocenę.
Oba produkty otrzymałam na spotkaniu trójmiejskich blogerek.

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Grejpfrutowy balsam do ciała od Balei

Hej!

Jak mijają Wam Święta? W końcu mam chwilę aby napisać kilka zaległych postów:)


Dziś opowiem Wam w  kilku słowach o produkcie, który stosuję już od dość długiego czasu.
Balsam Balea możecie kupić w niemieckich drogeriach dm, na allegro lub w sklepach z niemiecką chemią.

Może już na wstępie napiszę że balsam nie należy do moich ulubionych smarowideł.
Opakowanie jest duże - mieści w sobie aż 500 ml kosmetyku. Przypuszczam, że kosztuje coś ok. 2 euro. Słoiczek jest plastikowy zakręcany, pod spodem zabezpieczony folią.


 Balsam ma zapach chemicznego grejpfruta  i jest to główny powód dlaczego nie lubię po niego sięgać. Konsystencja - lekka, szybko się wchłania a do tego jest bardzo wydajny. Ta kombinacja w połączeniu z niezbyt przyjemnym zapachem również staje się dla mnie ogromnym minusem. 
Balsam jest przeznaczony dla skóry normalnej. 

Przyznaję, że nie mam jakoś szczęścia do kosmetyków z Balei. W większości przypadków znajduję za dużo powodów, do których można się przyczepić i nie rozumiem tego całego 'szału' odnośnie tych kosmetyków. Dla mnie są po prostu przeciętne.