niedziela, 10 grudnia 2017

Adwentowy kalendarz cz. 2

Hej!

Moi mili dzisiaj mamy drugą niedzielę adwentu :) Szczerze mówiąc już nie mogę się doczekać świąt ze względu na jedzenie, dużo wolnego i prezenty ;) Widać co kto lubi :)

W tym tygodniu również obchodziliśmy Mikołajki i z Olą sprawiłyśmy sobie dodatkowy prezent, o którym już niedługo będziecie mogły przeczytać. Był to zakup pod wpływem impulsu, jednak strasznie długo o tym rozmawiałyśmy.

Mam jedno poważne uzażalenie - jako odwieczne dziecko w poniedziałek chciałam dokupić jeszcze kalendarz słodyczkowy ze względu na mikołajki. Ku mojemu zdziwieniu ani w Lidlu, ani w Biedronce, Tesco czy Piotrze i Pawle nie było ani jednej sztuki! Szczerze bardzo wątpię aby sklepy wysprzedały cały asortyment, a jeśli nie to gdzie się podziewają te kalendarze? Zobaczymy w przyszłym roku ^^

W tym tygodniu również mogłyście śledzić na FB nasze kalendarzowe odkrycia. Niestety w pewnym momencie nie udało się nam wrzucać postów bo kończyłyśmy o kosmicznie późnych godzinach. Dlatego nadrobiłyśmy to wczoraj i pokazałyśmy zaległe dni.



W tym tygodniu w kalendarzu znalazłyśmy: krem na noc, maseczkę do włosów, żel pod prysznic, krem do rąk, krem BB, maseczkę do twarzy oraz peeling.

Co raz bardziej podoba mi się ta zabawa, ponieważ można z tego uzyskać całkiem fajny zestaw miniaturek na wyjazd *.*

 Dajcie znać, który tydzień wydawał Wam się fajniejszy pod względem naszych odkrywek.


niedziela, 3 grudnia 2017

Adwentowe nowości

Hej !

Moi drodzy pierwszy tydzień grudnia już za nami!

Tak jak Wam obiecałam w poprzednim poście codziennie aktualizujemy na fanpageu nasze zdobycze z kalendarza adwentowego Balea. Wpadłyśmy z Olą także na pomysł aby co tydzień zrobić specjalnie dla Was podsumowanie tych produktów na blogu. Także od dzisiaj zaczynamy :)

Pamiętam, że jak byłam mała praktycznie co roku dostawałyśmy od rodziców słodyczowe kalendarze adwentowe. Każdego dnia nie mogłyśmy się doczekać aby otworzyć kolejne okienko - tak jest i dzisiaj. Czekamy cały dzień aż obie wrócimy z pracy i będziemy mogły otworzyć okienko.

Dotychczas w kalendarzu otworzyłyśmy 3 okienka, a  w nich znalazłyśmy miniaturki: żelu po prysznic, żel do demakijażu i mycia twarzy 2 w 1 oraz krem do twarzy.


Jak na razie jesteśmy zadowolone z naszych nowych nabytków. Wszystkie produkty mają śliczne lekko zimowe zapachy i na pewno wkrótce zaczniemy ich używać.

Proszę dajcie znać jakie kalendarze Wy posiadacie, chętnie będziemy razem z Wami śledziły codzienne otwieranie okienek ;D

czwartek, 30 listopada 2017

Xmass is coming!

Hey dziewczyny!

Dzisiaj zgodnie z kalendarzem mamy 30 listopada czyli Andrzejki. Co za tym idzie od jutra zaczynamy wielkie odliczanie do świąt ;3
 
Każdego dnia postaramy się pokazać Wam na naszym fanpagu co znalazłyśmy w kalendarzu adwentowym z Balea :) Szczerze mówiąc z Olą już nie możemy się doczekać otwierania okienek i testu kosmetyków.


Serdecznie zapraszamy Was do śledzenia na bieżąco naszych postów :)

niedziela, 19 listopada 2017

Ogromne denko

Cześć!

Dziś przyszedł czas na denko. Dosyć pokaźne bo z kilku miesięcy.

 
- Szampon Batiste kolejne opakowania kultowego już produktu do włosów. Tym razem obok klasycznej wersji znalazła się również mini idealna do torebki czy na wyjazd. Świetnie sprawdza się w sytuacjach "kryzysowych".

 - Granier Fructis, Pantene pro-v oba szampony przeznaczone są do włosów farbowanych. Ich zadaniem była ochrona i wzmocnienie. Z obu byłam zadowolona i w przyszłości do nich powrócę.

- Oillan hipoalergiczny płyn do higieny intymnej. No cóż zawsze mam problem co mam napisać o takim kosmetyku. Nie podrażnia, nie wysusza czyli robi to co powinien. Jak dla mnie jest ok. Wrócę do niego.


-Ziaja antyoksydacja tonik z kwasem hialuronowym
-Ziaja antyoksydacja ekspresowe serum do twarzy i szyi wygładzająco-ujędrniające
-Ziaja antyoksydacja krem na dzień
Wszystkie 3 produkty pochodzą z jednej linii, której głównym zadaniem jest przywrócenie skórze blasku i wigoru. Kosmetyki dobrze nawilżały jednak nie zauważyłam diametralnej poprawy.
 
-Ziaja tonik ogórkowy kolejne opakowanie i na pewno nie ostatnie

-Tołpa żel do demakijażu oczu; znalazłam go w boxsie Liferia. Sama pewnie nie sięgnęłabym po ten kosmetyk, a tak dzięki idei pudełek miałam okazję go wypróbować. Całkiem nieźle radził sobie z makijażem oczu. Nie uczulał oraz nie podrażniał. Jak dla mnie jest ok. Czy do niego wrócę? Nie, nie widzę sensu kupowania kosmetyku tylko i wyłącznie do demakijażu oczu. Wystarczą mi płyny micelarne.

- Bebeauty nawilżający płyn micelarny kolejny częsty gość mojej kosmetyczki. Nie będę się rozpisywać, wrócę do niego ponownie.

- Soraya płyn micelarny, całkiem przyjemny produkt, który kupiłam przez przypadek. Dobrze zmywał makijaż, choć nie jestem do końca pewna czy poradziłby sobie z mocnym makijażem tak jak zapewnia nas producent. Spełnił moje oczekiwania jednak nie wiem czy ponownie po niego sięgnę.

-Loreal Skin Perfection kolejne opakowanie, które udało się nam zużyć. Fajny lekki krem, który szybko się wchłania. Jeśli macie ochotę poczytać o nim więcej to zapraszam Was TU.

- Barwa krem do rąk o zapachu bawełny. Kolejny kosmetyk, który udało się nam zrecenzować TU.

-Soraya Body diet24 niestety po produkty tego typu sięgam dość nieregularnie. Więc nie mogę jednoznacznie ocenić jego działania, jednak uważam że zawsze warto posiadać balsamy tego typu.

 -Farmona Tutti Frutti liczi & rambutan. Dosyć mocny zdzierak o cudownym owocowym zapachu. Wygładza, nie podrażnia no i nie wysusza. Jak dla mnie ok. Następnym razem skuszę się na inną wersję zapachową.
-Joanna Naturia o zapachu żurawiny. Bardzo lubię te peelingi. Wygładzaj moje ciałko pięknie pachną. Tylko dlaczego nie mają większych opakowań? Za jakiś czas znowu po niego sięgnę :P


- Isana Hello Spring o cudownym brzoskwiniowym zapachu. Żele Isany dobrze myją , nie wysuszają a do tego pięknie pachną i są naprawdę tanie. Szkoda, że akurat ta wersja zapachowa była limitowaną edycją bo chętnie bym do niej wróciła :)

-Yves Rocher o zapachu lawendy i jeżyny. Zapach ładny choć specyficzny, myślę że nie każdemu przypadnie do gustu. Mam wrażenie, że wysuszał moją skórę. Stosowałam jednocześnie mydło z tej samej linii zapachowej i w tym przypadku mam pewność, że wysuszało mnie. Mam jeszcze balsam zobaczymy jak on się sprawdzi.



-Fa aż trzy róże zapachy. Moim ulubionym był ten z serii owocowej, w moim przypadku była to brzoskwinia. Wszystkie chroniły, nie podrażniały skóry pach. Nie zostawiały śladów na ubraniach. Jak dla mnie są ok.

-Adidas get ready. Mój ulubieniec. Miałam już kiedyś tą wersję i byłam z niej bardzo zadowolona. Piękny zapach nie podrażnia, nie zostawia białych plam na ciuchach.

-Na koniec Dove antyperspirant w kremie. Pierwszy raz miałam styczność z taką formą. Nie był to wykręcany sztyft, a po prostu krem, który wsmarowywało się w pachy. Zapach utrzymywał się długo, nie podrażniał mnie, ale nie wrócę do niego. Wolę zwykłe dezodoranty oraz sztyfty :D


- Calvin Klein IN2U Piękny zapach, choć muszę przyznać że 100 ml to jednak dla mnie trochę za dużo. Zużyła go Agata ja nie dałabym rady.

- Escapade Fruits bardzo przyjemny zapach. Opakowanie wprost idealne do noszenia w torebce. Perfum kupiony został w drogerii za grosze.



- Miss sporty so matte puder matujący. Chętnie kiedyś do niego wrócę.



- Selfie project matujący puder antybakteryjny. Chętnie kiedyś do niego wrócę.


-Bourjois Healthy mix to już kolejne zużyte opakowanie tego podkładu. Miałam wrażenie, że będzie to mój ideał. Niestety ostatnio zauważyłam, że robi psikusy na mojej buzi, utlenia się i zmienia kolor. Chyba musimy od siebie odpocząć.

-MUA bronzer, kupiony totalnie spontanicznie, jednak sprawdzał się nadzwyczaj dobrze.

-Avon biały cień w kredce, używałam go głównie jako bazy pod cienie sypkie. W tej roli sprawdzał się świetnie. Raczej go nie odkupię niestety nie mam dostępu do kosmetyków tej firmy.

-Catrice liquid camouflage 010 - niezastąpiony korektor, chętnie po niego sięgam w gorsze dni.

- L'oreal super liner - Powiedziałabym, że eyeliner idealny, koniecznie muszę go odkupić szczególnie jeśli chodzi o aplikator.



Yankee Candle Kilimanjaro stars - męskie intensywne zapachy jak zawsze podbijają nasze serca. Tak samo i było z tą tartą! Udało nam się zużyć kilka maseczek/próbek. Jak widać przeważają glinki ;)


-Maseczka do twarzy bani Agafii w dość niepozornym jednak bardzo wydajnym opakowaniu. Recenzja pojawiła się na blogu TU.

- Gliss kur maseczka do włosów zniszczonych z olejkiem oraz płynną keratyną. Fajna, lekka maseczka, której głównym celem było zmniejszenie łamliwości włosów. Co prawda ani ja ani Agata nie mamy problemów z łamliwymi włosami to obie bardzo lubiłyśmy ten kosmetyk.Włosy po jej zastosowaniu pięknie lśniły, dobrze się rozczesywały oraz były sprężyste.

-Body club musujące tabletki, kąpiel do dłoni. Zdecydowanie produkt dla osób, które mają czas na chwilkę relaksu. Dłonie po takim zabiegu są mięciutki i odżywione.

Uff,to by było na tyle.


niedziela, 5 listopada 2017

Zakupy w DM

Cześć!

Bardzo długo nas tutaj nie było ale dzięki temu możemy do Was wrócić z mnóstwem nowości.

Zaczniemy od najświeższych zakupów, które zrobiłyśmy podczas naszego urlopu w Austrii. Przede wszystkim  miałyśmy w planach odwiedzić drogerię DM i zrobić zakupy z Balei.


Raczej nie muszę nikomu przedstawiać tej marki ani mówić jak cudnie pachną ich produkty, więc od razu przejdę do pokazania Wam naszych skarbków ;3

Postawiłyśmy na kupno szamponów - jeden do włosów farbowanych o zapachu owocu granatu wraz z odżywką oraz szampon nadający objętość o zapachu marakui.


Obowiązkowo chciałyśmy kupić żele pod prysznic, wybór był ogromny i ciężko było się zdecydować. Jednak w naszym koszyku wylądowały zapachy: trawy cytrynowej, aloesu z serii sensitive oraz żel z serii baleriny. Przy okazji kupiłyśmy piankę do depilacji o zapachu kokosa z arbuzem.
W koszyku znalazło się również kilka kosmetyków do stylizacji włosów - suchy szampon, pianka oraz puder do zwiększenia objętości.


 Dorzuciłyśmy także dezodoranty - Mystic night, Paradaise; mydło w płynie o boskim zapachu pitai i kokosu a także chusteczki do demakijażu.


Oczywiście chciałyśmy kupić kilka mazidełek do ciała - balsam z 'born to be lazy' - mówi samo za siebie :), krem z masłem shea i olejem arganowym, a także miód i pomarańcze. Nie byłybyśmy sobą gdybyśmy nie spróbowały pianki do ciała w sprayu o zapachu róży.
Przy okazji kremów wzięłyśmy kremy do rąk o zapachu maślanki z cytryną i jagód z melonem.


Na ostatni dzień wyjazdu dokupiłyśmy moje największe marzenie - kalendarz adwentowy! Już od dwóch lat strasznie chciałam kupić kalendarz ale zawsze mi coś nie pasowało - albo zbyt mała różnorodność kosmetyków jeśli chodzi o kolorówkę, albo za wysokie ceny 200-300 zł)  i na szczęście w końcu trafiłam na to co chcę :)


Dajcie znać jak podobają się Wam nasze zakupy.

W krótkim czasie postaramy się Wam przygotować mały przewodnik po Wiedniu, co jak zwiedzić i jak się poruszać.

 


niedziela, 2 lipca 2017

Kringle Candle Warm Cotton & Watercolors

Hej!

Po ciężkim tygodniu w końcu przyszedł czas na mały odpoczynek. Ostatnio strasznie ciężko mi jest się zrelaksować, czuję jak czas ucieka przez palce a ja jakbym stała w miejscu. Mam nadzieję, że to przejściowy stan i wszystko się unormuje.

W związku z takim nastrojem w wolnych chwilach odpalam woski, żeby choć trochę umilić sobie wieczory i zapomnieć o troskach. Tym razem skupimy się całościowo na Kringle Candle Watercolors oraz Warm Cotton.
Oba zapachy są ciepłe i domowe ale jednocześnie nadają poczucie odświeżenia. W sam raz na brzydką pogodę lub zły humor.

Zacznijmy od Watercolors czyli akwareli - zapach jest niezwykle intensywny, a jednocześnie wyważony, Słodki a zarazem owocowy i orzeźwiający, długo utrzymuje się w powietrzu i kojarzy mi się z płynem do prania. 
Nie ma nic bardziej mylnego, ponieważ producent zapewnia nas, że w nutach zapachowych można odnaleźć kwiatowe kompozycje połączone z zapachem słodkich owoców oraz drzewem sandałowym i piżma. 
Po zapoznaniu się z tym składem nie dziwię się, że zapach przypadł mi do gustu i stał się jednym 
z ulubionych. 

Drugi wosk po który chętnie sięgam to Warm Cotton, czyli to co uwielbiam z poprzednich wosków - bawełna. Nie wiem dlaczego ale zawsze jeśli w woskach pojawia się bawełna od razu je kupuje. W pomieszczeniu od razu unosi się świeży zapach prania i robi się strasznie przyjemnie. Dzięki temu czuję się o wiele lepiej po męczącym dniu i od razu poprawia mi się humor. 

Według producenta wosk posiada delikatne kwiatowe nuty z zawartością cytrusów i piżma. Jak dla mnie nie ma tam cytrusów ale ważne jest to że w moim pokoju unosi się piękny zapach. 

Dajcie znać jakie są Wasze ulubione nuty zapachowe.
Oba produkty możecie znaleźć na stronie goodies.pl



niedziela, 11 czerwca 2017

Majowe denko

Hej,

Za nami kolejny miesiąc i kolejne produkty, które wylądowały w koszu.



Balea balsam do ciała o zapachu grejpfruta, o którym możecie poczytać więcej TU. Nie był to mój ulubieniec i cieszę się że już się go pozbyłam. Konsystencja rzadka, zapach nijaki ogólnie na nie :P

Żel pod prysznic Bali Bebeauty oraz płyn do kąpieli hibiskus i mleczko owsiane. Biedronkowe produkty, które naprawdę mile mnie zaskoczyły. Zresztą recenzja pojawiła się dwa posty temu. Do obu kosmetyków wrócę, może tylko w innej wersji zapachowej.

Indigo krem do rąk Iindigolicious, o którym pisałam TU. Ogromny plus za pompkę. Zapach cudowny, działanie również niczego sobie. Myślę, że wrócę do niego możliwe że w innej wersji zapachowej.

Avon summer white bright woda toaletowa. Nuty zapachowe to świeża cytryna, konwalia, aksamitka. Idealny zapach na wiosnę oraz lato w niskiej cenie. Muszę przyznać, że na mojej skórze utrzymywał się dosyć długo. Miałam również wersję pomarańczową z której też byłam bardzo zadowolona. Jedyny minus to słaby dostęp.

Fa antyperspirant soft skin feeling o zapachu caring lila scent oraz fresh jasmine scent. Chroniły przed przykrym zapachem, nie pozostawiały plam na ubraniach ani nie podrażniały skóry. Zapachy ładne choć mam wrażenie, że odrobinę pudrowe co mi osobiście trochę przeszkadzało. Raczej do nich nie wrócę.

Kolejne opakowanie suchego szamponu Batiste. Cóż mogę powiedzieć moje ulubione produkty po prostu wymiatają konkurencję:)

Podczas ostatnich zakupów w Douglasie otrzymałam próbkę perfum Si. Całe szczęście bo miałam ochotę kupić je bez wąchania. Po pierwszym użyciu próbki stwierdziłam że jest to niestety nie mój zapach. Wyczuwam w nim nuty róży i to właśnie zaważyło na mojej opinii. Niestety tego zapachu nie znoszę w kosmetykach.

Na koniec dwa wyrzutki niebieski, żelowy cień oraz różowa szminka MUA.

sobota, 3 czerwca 2017

Loreal Detox Mask

Hey dziewczyny!

Dzisiaj skupimy się na kolejnej odsłonie maseczkowego challengu. Muszę się wam przyznać, że sprawia mi przyjemność ta zabawa, bo w końcu zużywamy nasze zapasy.

Tym razem zdecydowałam się przetestować maseczkę Loreal Detox Mask, maska czysta glinka z węglem. Sięgnęłam akurat po tę wersję, ponieważ, głównym zadaniem maski jest detoks i rozświetlenie cery.


Glinka posiada silne właściwości absorpcyjne. Usuwa ze skóry toksyczne substancje, jednocześnie pielęgnując ją dzięki obecności licznych minerałów takich jak: cynk, selen, żelazo, wapń, magnez, fosfor czy miedź. 

W moim przypadku maska nie zrobiła jakiegoś wielkiego wow po pierwszej aplikacji ale zauważyłam lekkie oczyszczenie cery. Co do samego rozświetlenia nie jestem do końca pewna, ponieważ mało śpię i moja cera często wygląda przez kilka pierwszych godzin na zmęczoną. Jednak po zastosowaniu maseczki kilka razy z rzędu można dostrzec poprawę w wyglądzie cery.

Aplikacja jest dziecinnie prosta. Na oczyszczoną skórę nakładamy maseczkę na ok 10 - 15 minut - ja czekałam aż całkowicie wyschnie, a następnie zmywałam ją okrężnymi ruchami.

Po otwarciu opakowania spotykamy się z pięknym orzeźwiającym zapachem - lekko cytrusowy, orzeźwiający. Szczerze mówiąc chciałabym mieć takie perfumy, bo wiem że każdy by ich zazdrościł.

Maskę posiadam w wersji kilku próbek, jednak zastanawiam się już nad zakupem produktu pełnowymiarowego. 

Dajcie znać czy miałyście styczność z tymi maseczkami i jakie były Wasze odczucia. 

środa, 24 maja 2017

Duet idealny do kąpieli

 Hej! 

Dziś napiszę dwie mini recenzje produktów, na które myślę, że warto zwrócić uwagę.


Kremowy płyn i żel do kąpieli hibiskus i mleczko owsiane

Płyn wzbogacony o mleczko owsiane wykazuje działanie nawilżające i kojące, dostarcza cenne kwasy tłuszczowe i aminokwasy, zapewnia skórze odpowiednia pielęgnację. Ekstrakt z hibiskusa działa kojąco. Zawiera składniki balsamu do ciała.

Opakowanie to biała plastikowa butla, w której mieści się aż 1.5 litra płynu, za którą zapłaciłam coś około 5 złotych *szok*. Zapach jest cudownie kwiatowy, który dość długo utrzymuje się na ciele. Konsystencja kremowa, piana lekka  choć zbita utrzymywała się długo. Jednak moje kąpiele trwają dość długo czasem siedzę w wannie nawet godzinę (moja mała chwila relaksu):P W każdym razie przez ten czas piana się utrzymywała, pod koniec oczywiście nie była już tak gęsta jednak jakieś 'chmurki' jeszcze utrzymywały się na wodzie. Płyn nie wysuszał ani nie podrażniał mojej skóry. No i ostatni plus to jego wydajność starcza na wiele kąpieli :)


Kolejny kosmetyk również jest z Biedronkowej półki. Tym razem jest to żel pod prysznic z peelingującymi drobinkami o zapachu awokado.


Poczuj niezwykłą przyjemność domowego SPA i korzystaj z dobrodziejstw wyjątkowych składników zawartych w naszym żelu pod prysznic. Ekstrakt z awokado doskonale regeneruje skórę, a nasiona moreli mają właściwości peelingujące. Poczuj, jak minerały z wód termalnych oraz ekstrakt z owoców egzotycznych odżywią i nawilżą Twoją skórę każdego dnia, pozostawiając ją w doskonałej kondycji.

Opakowanie jest plastikowe, przezroczyste dzięki czemu widzimy ile kosmetyku nam jeszcze zostało. Zapach bardzo ładny, cierpki, nie kojarzy mi się absolutnie z awokado :D. Drobiny peelingujące są delikatne. Myślę, że żel nadaje się do codziennej pielęgnacji całego ciała. Nie podrażnia oraz nie wysusza mojej skóry. 300 ml kosztowało mnie coś ok. 5 złotych.

Nie są to drogie kosmetyki a jestem z nich zadowolona. Znacie te kosmetyki? jakie jest Wasze zdanie?

niedziela, 14 maja 2017

Zakupowe nowości

Hej dziewczyny!

Ostatnio pogoda nie za bardzo nas rozpieszczała. Nie pamiętam kiedy ostatnio mieliśmy prawie lato a było tak zimno za oknem :( Jednak postanowiłyśmy poprawić sobie humory małymi zakupami :) Zapraszamy do obejrzenia naszych zdobyczy. 

Pierwsza część zakupów będzie pochodziła z NYX. Jakiś czas temu skusiłam się na matową pomadkę w kremie i od razu zakochałam się w niej. Nie chodzi nawet o sam kolor, uwielbiam to jak pomadka wygląda na moich ustach, jaką ma trwałość i mimo, że jest matowa nie sprawia, że mam suche usta. 


Pierwsza jaką zakupiłam był nr 8 SAN PAULO na ezebra. Drugą nr 11 MILAN w Warszawie w sklepie stacjonarnym. Jednak tydzień temu NYX otworzył swój sklep w Gdańsku i postanowiłyśmy go odwiedzić.
 Niby nic nie chciałam kupować ale wraz ze zmieniająca pogodą postanowiłam zmieć swój bronzer i zdecydowałam się na Matte Bronzer Poudre Bronzante Mate w kolorze MBB03 Medium. Na razie używałam go 3 razy ale już mogę powiedzieć, że strasznie podoba mi się jak prezentuje się na mojej buzi. 
Przy okazji zgrzeszyłam przy stoisku z powyższymi pomadkami i dobrałam jeszcze 2 kolorki - 33 MANILA MANILLE oraz 06 INSTAMBUL. Mam nadzieję, że szybko je przetestuję i będę mogła się z Wami podzielić moją opinią. 

Ola natomiast jest wielką fanką różyków więc postanowiła wrzucić do koszyka HDB15 Pink the town oraz przy okazji mojego szminkowego szaleństwa wzięła błyszczyk nr 11 MAPLE BLONDIE.

Przy kasie czekała na nas niespodzianka, ponieważ był to pierwszy dzień NYX w Gdańsku. Pani ekspedientka założyła nam karty oraz wręczyła prezenty w postaci pieknych kosmetyczek. Dopiero później zorientowałyśmy się, że w środku każda z nas otrzymała eyeliner Dramatic color payoff - SLL109 EXTREME SMOKEY GREY & SLL106 EXTREME SILVER oraz róż w kremie CB08 HOT PINK& CB09 ORANGE.

Druga część zakupów to mieszanka z Warszawskiego Hebe i drogerii Natura. 


Z Olą postanowiłyśmy uzupełnić naszą kolekcję maseczek do twarzy. W naszym magicznym pudełeczku znajdują się wszelakie mini wydania maseczek ale tak na prawdę nie ma takiej wowowow ja chce tą! Dlatego postanowiłyśmy dokupić 3 sztuki żeby był większy wybór w naszym maseczkowym chellengu. Nasz wybór padł na maseczki 7th heaven - pell off granat, passiflora, maliny żurawina i winogrona oraz oczyszczającą maseczkę peelingującą z węgla i orzecha włoskiego. Trzecia maseczka, której już nie widać była kokosowa - użyłyśmy jej jeszcze tego samego dnia. 
Tak jak wspomniałam wcześniej Ola jako fanka róży sięgnęła w Hebe po róż z P2 Cali Vibes - let's flush blush  010 roller girl. Przy kasie zdecydowałyśmy się jeszcze na zakup szamponu Phil Smith do włosów oraz masełka do ust.

W naturze uzupełnilyśmy nasze zapasy o genialny korektor Catrice Camouflage oraz suchy szampon od Batiste, Uwielbiam mieć w zapasie sprawdzone produkty, ktore ratują mnie na 5 minut przed wyjściem :)

Powiedzcie jak się ostatnio trzymacie i jakie nowości zawitały w Waszych kosmetyczkach:) 

środa, 3 maja 2017

Zużycia kwietnia

Hej!

Minął kwiecień, zaczął się maj więc czas na pokazanie Wam kolejnej porcji zużyć.


Ziaja tonik ogórkowy. Jeden z moich ulubionych toników. Dobrze oczyszcza, przyjemnie pachnie, nie podrażnia czegóż chcieć więcej :D

Oillan emulsja do mycia i kąpieli. Cóż nie podbił mojego serca. Słabo się pienił, nie pachniał tak jak większość kosmetyków naturalnych. Bardzo szybko go zużyłam. Konsystencja niby żelowo- kremowa jednak raczej należąca do tych rzadkich.

Krem do rąk Opi o zapachu cytryny, który okazał się miniaturą balsamu do ciała :D Konsystencja lekka szybko się wchłaniał, nie lepił się jak dla mnie idealny. Używałam go do rąk właśnie z takim przeznaczeniem go kupiłam. Używałam go w pracy i sprawdzał się świetnie :)

Ziaja antyoksydacja - krem przeciwko efektom tech neck po który sięgałam na noc. Dzięki niemu moja skóra rano wyglądała na odżywioną i mniej zmęczoną. Lekki krem do twarzy świeżym zapachu - tak w skrócie mogłabym go opisać, jednak mam nadzieję że wkrótce napiszę pełną recenzję tego produktu. 

Isana mydło o zapachu rabarbaru. Piękny intensywny zapach, mydło dobrze się  pieni, myje, nie wysusza skóry. Na pewno skuszę się jeszcze na inne wersje zapachowe.

7th haven maseczka czekoladowa. Fajny produkt, na tyle mi się spodobał że pokusiłam się o dwie kolejne maseczki tej firmy. Więcej napiszę w poście maseczkowym :P

Lipsmacker o zapachu skitelsów. Muszę przyznać, że bardzo ciężko zużywa mi się takie produkty. Muszę przyznać, że ten balsam był całkiem niezły. Zapach dosyć przyjemny, moje usta po jego użyciu były nawilżone. To jest to czego potrzebuję :)

Lakiery:
- Essie too too hot, piękna pomidorowa czerwień. Aż żal się rozstawać (to był mój pierwszy esiak) dobrze się rozprowadzał, sechł, długo pozostawał w stanie nie naruszonym na paznokciach.
- Sensique podobny kolor do tego z Essie tutaj jedynie do czego mogłabym się przyczepić to to że krócej trzymał się na paznokciach coś ok. 3 dni
- Essence nudziak fajny choć trochę nie w moim stylu

Na koniec udał nam się zużyć jeszcze dwie próbki Vichy

niedziela, 16 kwietnia 2017

Wszystkiego dobrego

Witajcie kochani, 

 Z okazji Świąt życzymy Wam dużo zdrowia, radości i odpoczynku. Abyście spędzili ten czas w gronie rodzinnym i najbliższych :* 


niedziela, 9 kwietnia 2017

Marcowe wyrzutki

Hej!

Dziś jeden z moich ulubionych postów z cyklu co udało nam się ostatnio zużyć.


Schauma color shine kolejne opakowanie. Całkiem niezły szampon lubię do niego wracać od czasu do czasu.

Joanna Naturia szampon o zapachu miodu z cytryną. Zapach jest obłędny, przypomina mi tabletki na gardło strepsils. Niestety zapach to jedyny plus tego produktu. Strasznie plącze włosy, a do tego żeby dobrze umyć włosy trzeba użyć go dosyć sporo. Nigdy więcej go nie kupię.

Kolejne opakowanie mojego ulubionego suchego szamponu. Klasyk, zawsze pod ręką;)

Selfie project płyn micelarny, dobrze zmywa makijaż, nie podrażniając przy tym okolic oczu. Chętnie do niego wrócę.

Ziaja tonik z liści manuka, zamieniłam psikadełko na zakrętkę z 'dziubkiem'. Muszę przyznać, że w tej wersji używało mi się go o wiele lepiej. Nie robił jakiś cudów, ale odświeżał moją twarz, a oto głównie chodziło.

Ziaja mydło z balsamem antyoksydacja o zapachu jagody acai. Nie będę się rozpisywać na jego temat ponieważ mam przygotowanego osobnego posta na temat tej serii. Powiem tyle jestem bardzo zadowolona, że trafił w moje łapki:)

Zmywacz bezacetonowy o zapachu mango. Dobrze radził sobie ze zmywaniem ciemnych lakierów, nie wysuszał skórek jak dla mnie był ok.

Avon Parisian Chic 10 ml- mam jeszcze pełnowymiarowe opakowanie. Piękny słodki uwodzicielski zapach.

So elixir Purple Yves Rocher 15ml. Piękny choć dość intensywny zapach. Wyczuwam w nim gdzieś nutę porzeczki, idealnie sprawdzał mi się na wieczory

Fa dezodorant o zapachu Glamorous moments. Klasycznie powracamy obie do produktów Fa dzięki im pięknym zapachom i długiej ochronie.

Lierene peeling enzymatyczny - recenzję tego produktu możecie znaleźć TU. Jednym słowem nie wrócę do niego.

YC tarta o zapachu Bahama Breeze - świetny zapach na cieplejsze dni.

A jak Wasze zużycia?

niedziela, 26 marca 2017

Lirene peeling enzymatyczny

Hej!

Dziś przedstawię Wam kolejną recenzję maseczki. Tym razem będzie to peeling enzymatyczny z Lirene w saszetce.


Od producenta: 
Formuła tego peelingu jest oparta na aktywnym działaniu złuszczającym kwasów owocowych.
Obumarły naskórek i zanieczyszczenia ulegają złuszczeniu.

Konsystencja tego produktu jest kremowa nie ma w nim drobinek tak jak w peelingach, których używałam do tej pory. Produkt dobrze rozprowadza się po twarzy, przy tym pachnie delikatnie. Idealnie sprawdzi się u osób z delikatną cerą i mało wymagającą. 

Niestety jak dla mnie jego działanie jest naprawdę średnie. Co prawda skóra po jego użyciu stawała się gładsza to jednak nie widziałam blasku, który obiecuje producent. Niestety nie zauważyłam jakiś spektakularnie widocznych efektów. Muszę przyznać, że nie jest to kosmetyk dla mnie. Wolę jednak peelingi z drobinkami. Chyba, że któraś z Was zna i poleca jakiś dobry peeling enzymatyczny.

Używałyście może peelingi enzymatyczne? Co o nich myślicie?

czwartek, 23 marca 2017

Owocowe Yankee Candle

Cześć,

Z racji tego, że ostatnio na chwilkę za oknem zagościła wiosna postanowiłam sięgnąć po te bardziej owocowe zapachy. W dzisiejszym poście opowiem Wam o Mango Peach Salsa i Fruity Melon.


Jako pierwszego zdecydowałam się opisać Mango Peach Salsa. Jest to tarta z owocowej linii zapachowej z serii Classic. Producent informuje nas o wyczuwalnych aromatach: mango, brzoskwini oraz różowego pieprzu.

Tarta po podgrzaniu nadaje pomieszczeniu piękne owocowe aromaty. Dzięki niemu można się poczuć ja na wakacjach w tropikach. Nuty są nieco cytrusowe, lekkie i nienachalne. Daje nam poczucie odprężenia i wyluzowania. Myślę, że mogłabym być z niego zadowolona jednak niestety bardzo szybko jego zapach się ulatnia i w pokoju znów nic się nie dzieje.

Konkurencją jest wosk Fruity Melon, tym razem jest to seria Simply Home. Wyczuwalne nuty zapachowe to; soczyste owoce, głównie dominuje melon.

Jak poprzednik tarta jest nawiązaniem do egzotyki. Zielony kolor wosku wprawia w dobry nastrój nawet zanim podgrzejemy go w kominku. Po zetknięciu z ciepłem w pomieszczeniu odczuwalne są łagodne i słodkie nuty chemicznych owoców. Niestety nie mogę powiedzieć, że jest to prawdziwy zapach owoców. Zapach jest subtelny jednak szybko znika z pomieszczenia, jest nietrwały.

Oba woski są przyjemne dla nosa i zdecydowanie nadają się na letnie dni nadając domu egzotycznego odświeżenia. Niestety do czego muszę się przyczepić - oba zapachy są nietrwałe i szybko się ulatniają. Może po prostu dzieje się tak z prostej przyczyny, że są subtelne? Dajcie znać czy miałyście i czy byłyście z nich zadowolone.

Te woski oraz wiele innych możecie nabyć na goodies

sobota, 11 marca 2017

Nowości

Hej!

Ostatnio z Agą złożyłyśmy całkiem spore zamówienie w sklepie internetowym ezebra. Część to po prostu uzupełnienie "zapasów" reszta to nasze zachciewajki. 


Oto co zamówiłyśmy:
Podkłady Bourjois healthy mix oraz  Astor skin match protect. Oba miałyśmy już wcześniej i z obu byłyśmy zadowolone.

Kolejne kosmetyki, które już miałyśmy i z których byłyśmy zadowolone to dwa tusze - Rimmel oraz Maybelline.

To były te produkty, których potrzebowałyśmy, przy reszcie poniósł na lekki szał zakupów :)

Paletka Mua Undressed, no po prostu nie mogłam się opanować i musiałam ją mieć :P

Dwa róże Mua: Lolly oraz Cupcake, a do tego piękny błyszczyk Whipped Velvet Chichi.

NYX matowa szminka w kremie o nazwie San Paulo. Jest to piękny przydymiony róż. Troszeczkę żałujemy, że nie skusiłyśmy się na więcej kolorów.

Na koniec zostały dwa balsamy do ust NYC nr 357,359 o jednym z nich nawet była już recenzja TU.

Paczka przyszła szybko no i żaden produkt nie był uszkodzony. Takie zakupy to ja lubię :D
A u Was jakie nowości się ostatnio pojawiły ?

niedziela, 5 marca 2017

Lutowe zużycia

Hej!

Zaczął się marzec, a co za tym idzie przyszedł czas aby pokazać Wam co udało nam się zużyć w lutym. Jak zwykle jest to głównie pielęgnacja ;)


Zacznijmy od szamponów.

Schauma o zapachu jabłek dla każdego rodzaju włosów. Przede wszystkim cudowny zapach cierpkiego zielonego jabłka. Już to sprawiało, że mycie nim włosów stawało się przyjemnością. Dobrze mył, nie obciążał i świetnie się pienił.

Garnier Fructis szampon wzmacniający. Szampony tej firmy lubię głównie za ich cudowne zapachy. Ten również mnie nie zawiódł. Co do działania po jego stosowaniu włosy miały być gęstsze, silniejsze, a także miękkie i sprężyste. Faktycznie włosy stały się sprężyste oraz silniejsze, po czesaniu znajdowałam ich mniej na szczotce niż wcześniej. Niestety nie zauważyłam aby były gęstsze.

Gliss Kur odżywka regenerująca w sprayu do włosów zniszczonych i przesuszonych. Bardzo lubię te odżywki, są bardzo proste w użyciu nie trzeba się bawić w żadne spłukiwanie po prostu idealne. Moje włosy przepadają za nimi. Po ich użyciu dobrze się rozczesują,wyglądają na odżywione. W mojej łazience oprócz maski oraz tradycyjnej odżywki do spłukiwania zawsze się znajdzie miejsce dla tej w sprayu :D

Kolejne opakowanie micela BeBeauty. Fajny, tani, u mnie sprawdza się dobrze. Chętnie do niego wracam.

Perfecta spa galaretka peelingująca do ciała o zapachu poziomki. Ten kosmetyk strasznie mnie zawiódł. Dobry zdzierak ale mało wydajny, a do tego zapach niestety sztuczny. Na pewno nie przypominał poziomek. Konsystencja żelowa, podczas kąpieli często "uciekał" mi przez palce. Nie polecam, sama na pewno już więcej go nie kupię.

Kolejne opakowanie podkładu Bourjois healthy mix. Kosmetyk godny polecenia, dobrze się rozprowadza, nie roluje się. Dobrze kryje, ma dosyć szeroką gamę kolorystyczną. Lubię go dlatego często do niego wracam :)

Dezodorant Fa Mystic Moments, miałam kiedyś już tą wersję zapachową. Idealny wyrazisty zapach, który świetnie chroni, a dotego nie zostawia białych plam na ubraniach.

Maseczka Yves Rocher, o której pisałam w poprzednim poście. Fajnie nawilżała moją skórę twarzy, myślę że jeszcze do niej wrócę.

Yves Rocher pastylka zapachowa do kąpieli jabłko w karmelu. No cóż... szału nie ma, zapach bardzo ładny jednak krótkotrwały. Szybko się rozpuszcza nadają wodzie nieciekawy, żółty kolor. Nie byłam z niej jakoś wybitnie zadowolona i gdyby nie byłaby to część mojego urodzinowego upominku sama bym sobie jej nie kupiła. Mam jeszcze jedną pastylkę do zużycia i na tym koniec, na pewno do nich nie wrócę.

Catrice peeling do ust, cóż tu również nie będzie zachwytu. Scrub w formie wykręcanego błyszczyka ze znikomą ilością drobinek. Używając go nie czuła efektu, który by mnie zadowolił. Na moich ustach tak naprawdę nie widziałam żadnego efektu. O wiele lepszy jest peeling do ust z Sylveco w formie zwykłego sztyftu.

Avon peeling do stóp sorbet z papai. Ten kosmetyk zakupiłam w zestawie razem z mgiełką do stóp oraz kremem chłodzącym. Muszę przyznać, że nie jest to produkt idealny ale z drugiej strony nie taki najgorszy. Drobinki były bardzo malutkie jednak widać było efekt po zastosowaniu kosmetyku.

Antybakteryjny żel do rąk Clean Hands. Bardzo lubię sięgać po takie kosmetyki szczególnie jeśli jestem w podróży lub idę zjeść na mieście. Jedyne zastrzeżenie jakie mogę mieć do tego produktu to zakręcana tubka. 

Maseczka do stóp z Dermaglin, o której pisałam TU.

Na koniec trzy lakiery z Miss Sporty. Wszystkie trzy miały piękne odcienie, szybko schły choć muszę też przyznać że również dość szybko odpryskiwały. Trzy- cztery dni i niestety trzeba było je zmazywać. Chociaż za tak niską ceną nie powinnam chyba oczekiwać cudów.
To by było na tyle. Udanej niedzieli :*

niedziela, 26 lutego 2017

Maseczkowy challenge #2

Hej dziewczyny!

Zgodnie z naszym postanowieniem - powracamy z maseczkowym postem. 
Nie ma co się oszukiwać, że w tygodniu nie za bardzo znajdujemy czas na takie rzeczy jak robienie maseczek. Natomiast weekend nadaje się idealnie na 'domowe spa'.

Dzisiaj na tapetę weźmiemy maseczkę Yves Rocher Hydra Vegetal - maska intensywnie nawilżająca. Produkt nabyłyśmy przy okazji promocji w sklepie stacjonarnym. Szczerze mówiąc już nie pamiętam o co chodziło ale jestem zadowolona, że po niego sięgnęłyśmy.


Zapewnienie producenta:
Lekka, świeża konsystencja zapewnia dogłębne nawilżenie skóry. 
Efekt: skóra jest głęboko, intensywnie nawilżona, świeża i promienna.

Maseczka ma lekką konsystencje i świetnie rozprowadza się po twarzy. Najchętniej sięgałam po nią podczas kąpieli, nakładałam ją, relaksowałam się i na koniec ją zmywałam. Jak dla mnie było to rozwiązanie idealne, ponieważ maseczka wymaga trzymania na buzi tylko 5 minut.

Po stosowaniu tego produktu miałam wrażenie, że moja buzia odżywała. Stawała się jędrna, promienista i bardziej nawilżona. 
Myślę, że producent w 100 % spełnił moje oczekiwania co do tego produktu. Bardzo lubiłam po niego sięgać, czasem robił cuda z moją buzią w szczególności kiedy byłam bardzo zmęczona. 

niedziela, 19 lutego 2017

Niedzielne zakupy

Cześć!

Dosyć dawno nie pojawiał się żaden post zakupowy. W związku z tym postanowiłyśmy z Agą pokazać Wam co ostatnio wpadło nam do koszyka. 
Zakupy były bardzo skromne, jak dla mnie niedzielne popołudnie nie jest idealne na wypad do galerii.


Głównym powodem naszej eskapady był zakup prezentu dla koleżanki z pracy, a co kupiłyśmy przy okazji?
W Rossmannie trafiłyśmy na promocję na szamponów z L'biotici. W koszyku znalazło się również miejsce dla żelu pod prysznic z Isany o zapachu jabłka, piękny lekko cierpki zapach oraz zestawu uroczych kolczyków. 

W Nanu Nana zapanowała już wiosna dlatego wybrałam kilka pastelowych dodatków: wazonik filcowa podkładka, a także bukiecik sztucznych kwiatków, które już ozdobiły mój stolik do kawy:) Nie wiem jak Wy ale ja zawsze wchodząc do sklepu z takimi artykułami mam wrażenie że wszystko chciałaby mieć. 

Na koniec wybrałyśmy się do breshki gdzie Aga wybrała śliczną małą torebeczkę. Już od dawna polowala na coś takiego, na co mogłaby zamienić dużą i ciężką torebkę. 

 I to tyle z naszych zakupowych łupów :D Dajcie znać co ostatnio Wam wpadło w łapki :)

sobota, 11 lutego 2017

Płyn micelarny Selfie Project

Hej dziewczyny!

Od jakiegoś czasu zmieniłam swoje nawyki w kwestii demakijażu i chciałabym się z Wami podzielić moją opinią na temat kosmetyku Selfie Project. 

Moją ulubioną formą demakijażu jest stosowanie płynów micelarnych. Niestety nie jestem wielką fanką żeli micelarnych, ponieważ zawsze mam wrażenie, że zmyty makijaż bądź piana dostanie mi się do oczu i je podrażni. 


Od producenta :
Płyn micelarny zawiera aktywne substancje oczyszczające, które jednym ruchem usuwają makijaż i sebum. Pozostawia skórę czystą i świeżą, przygotowaną do dalszej pielęgnacji. Redukuje wypryski, odblokowuje pory, matuje. Łagodzi. Nie powoduje przesuszenia. 

Profesjonalne kosmetyki Selfie Project są bogate w naturalne, botaniczne składniki aktywne polecane w pielęgnacji młodej cery. Cynk PCA i Panthenol wspólnie przeciwdziałają niedoskonałościom. Cynk PCA zmniejsza produkcję sebum i hamuje wzrost bakterii odpowiedzialnych za trądzik. Panthenol działa nawilżająco i łagodzi podrażnienia. Aloe Juice naturalny sok z aloesu ma właściwości przeciwzapalne i kojące podrażnioną skórę. Intensywnie nawilża, wspomaga gojenie niedoskonałości.

Skład:

 Aqua, PEG-6 Caprylic/Capric Glycerides, Zinc PCA, Panthenol, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Capryloyl Glycine, Xylitylglucoside, Hexylene Glycol, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Trideceth-9, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Parfum, Citral, Geraniol, Limonene, Linalool.


Moja opinia:
Moja przygoda z marką Selfie Project rozpoczęła się dzięki spotkaniu blogerskiemu, gdzie otrzymałam 3 produkty tej firmy - płyn micelarny, bibułki matujące oraz puder. 

Od razu zabrałam się za testowanie micela, ponieważ mojej skórze przyda się odpoczynek od jego poprzedników. Poza tym nie oszukujmy się zawsze warto sięgnąć po coś nowego, bo może to będzie nasz nowy ulubieniec? 

Troszeczkę tak jest w tym przypadku. 

Zacznijmy od początku - produkt umieszczony jest w przeźroczystej butelce 250 ml. Jako aplikator mamy tradycyjny korek z 'dziurką' dzięki czemu nie wyleje się nam od razu cały produkt na wacik. 
Zapachem złudnie przypomina coś między perfumem Pret a Porter a zieloną herbatą. Wcale mi to nie przeszkadza, ponieważ lubię i jedno i drugie.
Dodatkowo dzięki temu zapachowi można uzyskać efekt lekkiego odświeżenia buzi

Co do samego działania - jestem usatysfakcjonowana - przy użyciu 2 wacików mam czystą całą twarz. Płyn nie podrażnia  okolicy oczu ani ranek na twarzy. Nie wysusza cery. 


Co można powiedzieć na minus? 

Produkt sam w sobie jest gorzki - więc jeśli zmywamy szminkę z ust musimy pamiętać kolejno o przetarciu ust tonikiem lub po prostu je umyć.

Nie jestem pewna czy produkt przyczynia się do odblokowania porów. Niestety nie zauważyłam różnicy jeśli chodzi o te obietnicę producenta. Jednak nie przeszkadza mi to, ponieważ żaden z jego poprzedników też tego nie robił.

Cały asortyment Selfie Project dostępny jest w sieci Rossmann (250 ml/ 11.99). Warto nadmienić, że firma ma swoją siedzibę w Gdyni.


Miałyście już jakiś produkt tej marki? A może miałyście ten micelek? Dajcie znać.

niedziela, 5 lutego 2017

Zużycia stycznia

Hej!

Minął nam kolejny miesiąc, więc przyszedł czas na "pochwalenie" się tym co udało nam się zużyć.


Zaczniemy od chwili relaksu czyli - Avon płyn do kąpieli o zapachu mango. Bardzo lubię te kosmetyki z Avonu, nie dość, że pięknie pachną to robią świetną pianę, która jest gęsta, zwarta i utrzymuje się przez całą kąpiel. Dzięki temu mogę spokojnie zapomnieć o troskach i cieszyć się chwilą wytchnienia w wannie.

Kneipp kremowy płyn pod prysznic o zapachu mleka figowego i olejku arganowego, o którym pisałam TU.

Schauma szampon do włosów farbowanych kolejne opakowanie. Fajny kosmetyk robi to co ma robić, stosuję go na przemian z innymi szamponami. Chętnie poszperam za innymi szamponami do włosów farbowanych, więc jeśli macie swoich ulubieńców - dawajcie znać ! :)

Antyperspirant Fa Fruit me up, bardzo ładny jak dla mnie brzoskwiniowy zapach. Chronił przed nieświeżym zapachem oraz nie pozostawił białych plam na ubraniach. Może jeszcze kiedyś go kupię:) Ta wersja kojarzyła mi się bardziej z ciepłymi dniami niż tym co mamy za oknem.

Kolejny kosmetyk to Batiste, tym razem do włosów ciemnych. Nie będę się o nim rozpisywać jak dla mnie są to najlepsze suche szampony i chętnie sięgam po nowe wersje.

Farmona Tutti frutti peeling o zapachu melon i arbuza. Co tu napisać... dobry zdzierak, ale... mało wydajny a zapach sztuczny nawet nie wiem do czego go porównać. Kupiłam go ponieważ szukałam czegoś fajnego do buzi, jednak okazał się dla mnie za ostry - używałam go bardziej uda. Nie kupię go ponownie.

Selfie project płyn micelarny moje nowe odkrycie, ale o tym kiedy indziej, na jego temat będzie osobny post. Z tego co mogę Wam na razie napisać to jestem z niego bardzo zadowolona.

Rimmel mascara volume colourist nie był to mój ulubieniec i tak naprawdę to cieszę się, że już się skończył.

Maseczka nawilżająco-odżywiająca Oriental Teraphy. Bardzo lubię maseczki w płacie, ta również mnie nie zawiodła. Świetnie nawilżyła skórę twarzy nie pozostawiając na niej lepkiej warstwy.
Kolejna maseczka tym razem z zielonej glinki z Dermaglin, o której pisałam TU. Ta również świetnie poradziła sobie z moją twarzą ^^.

Udało nam się również zużyć 1 lakier do paznokci, co uważam za wielki wyczyn! Mowa tutaj o MUA Bright Coral. Piękny kolor umieszczony w malutkiej buteleczce. Swojego czasu chętnie po niego sięgałam, jednak później zaczął się już ciągnąć. 

Bell Lip Tint - jedne z pierwszych produktów tego typu w mojej kosmetyczce. Wcale nie byłam nim zachwycona, miałam dziwne wrażenie po jego aplikacji. Dodatkowo wcale nie było go widać po pierwszym nałożeniu. 

Dwa woski, o których możecie poczytać TU i TU. Oba piękne dosyć intensywne zapachy, idealne do palenia jesienią oraz zimą.


To już koniec, a Wam jak poszły styczniowe denka? Dajcie koniecznie znać!

wtorek, 31 stycznia 2017

Styczniowe pudełko Liferia

Hej, dziewczyny!

Dziś pokażę Wam jeszcze cieplutkiego boxa, którego odebrałam z poczty wracając z pracy.


W środku znalazłam  standardowo 5 produktów:
  • Yasumi krem z witaminą C miniatura 15ml/ok.50 zł. 
Muszę przyznać, że z tego kosmetyku cieszę się najbardziej. Rozjaśnia, redukuje przebarwienia, a także działa nawilżająco i przeciwzmarszczkowo. Zobaczymy jak się sprawdzi...
  • Beaver Professional mgiełka odżywczo-nawilżająca miniatura 50 ml/ ok.25 zł. 
Ostatnio nawet myślałam o tym, że fajnie by było gdyby w następnym pudełeczku było coś do włosów. Uwielbiam przeróżne maski, mgiełki oraz odżywki do włosów. Uważam, że tego typu kosmetyków pielęgnacyjnych nigdy za wiele.
  • India Cosmetics serum do bardzo suchej skóry twarzy i dłoni produkt pełnowymiarowy 50ml/ 20 zł.
 Serum z olejem z konopi, koryguje niedoskonałości oraz regularnie stosowany pobudza odbudowę naskórka.
  • Felicea, naturalna konturówka do ust- produkt pełnowymiarowy 20 zł
  • Mizon głęboko oczyszczająca maska 26 złotych.

Było to ostatnie pudełko z mojej 3 miesięcznej subskrypcji. Wydaje mi się, że w porównaniu do dwóch poprzednich wypada niestety najgorzej. Nie wiem czy skuszę się na kolejny zakup, głównie dlatego, że w między czasie nazbierało mi się znowu sporo kosmetyków i ktoś musi je zużyć ^^

sobota, 28 stycznia 2017

Indigolicious, słodziak do rąk

Hej!

Na grudniowym spotkaniu blogerek otrzymałyśmy kilka produktów marki Indigo. 
Myślałam, że Indigo zajmuje się głownie lakierami, a tu proszę niespodzianka. 
W swojej ofercie oprócz lakierów, mają także kosmetyki do kąpieli, perfumy, balsamy, masła oraz kremy do ciała, rąk i wiele innych. 

Dziś napiszę kilka słów o kremie do rąk o dźwięcznej nazwie Indigolicious. W cale się nie dziwie, że produkt otrzymał taką nazwę :) Opakowanie samo w sobie jest strasznie urocze, a dodatkowo krem pachnie słodziutko.


'Buteleczka' to twardy przeźroczysty plastik imitujący tubkę, która zakończona jest pompką. Od razu produkt otrzymuje ode mnie ogromnego plusa, ponieważ jest to idealne rozwiązanie przy kosmetykach do dłoni. Dozowanie produktu jest dzięki temu łatwiejsze, bardziej estetyczne i nie muszę się martwić czy zdołam zakręcić opakowanie po aplikacji. 

Konsystencja kremu jest lekka, szybko się wchłania nie pozostawiając tłustego filmu. Ja potrzebuję kilku pompek aby uzyskać efekt nawilżonych dłoni.

  Zapach produktu jest słodki, a jednocześnie dosyć intensywny. Niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć czym dokładnie pachnie ten krem - może troszeczkę migdałami? W każdym razie jego stosowanie sprawia mi przyjemność i chętnie po niego sięgam kiedy czuję, że moje dłonie potrzebują nawilżenia.

30 ml kremu kosztuje 15 złotych - moim zdaniem jest to adekwatna cena do jakości produktu.

sobota, 21 stycznia 2017

Maseczkowy challenge

Hej!

W związku z tym, że ostatnio dopadło mnie jakieś podłe choróbsko postanowiłam napisać kilka postów do 'schowka'. Dzięki temu jeśli nie będziemy miały weny bądź czasu mamy możliwość wstawienia już czegoś gotowego.

Na temat, a w sumie mam nadzieję że na serię tego typu postów wpadłyśmy podczas pisania notki o maseczkach Dermaglin o TU

Kiedy zaczęłyśmy przeglądać nasze pudełko z próbkami/maseczkami dopadło nas lekkie przygnębienie i szok "kurczę ile tego jest...". Nie wiem czy też tak macie, ale ile razy jestem w drogerii to albo do zakupów jako gratis dodawane są jakieś próbki bądź same wrzucamy jakieś maseczki 'na wypróbowanie'. Tym sposobem mam naście saszetek, których nie mam kiedy zużyć. Stwierdziłyśmy z Agatą, że trzeba coś z tym zrobić i wymyśliłyśmy, że co najmniej raz w miesiącu będzie pojawiać się post na temat maseczki, którą właśnie zużyłyśmy do: twarzy, rąk bądź stóp. Jeśli macie ochotę to Was również zapraszamy do zabawy.


Na pierwszy ogień idzie Bania Agafii Daurska maska do twarzy tonizująca. 
To co mi się podoba w ich opakowaniach to to, że saszetka ma zakrętkę dzięki temu kosmetyk jest do wielokrotnego użytku. Zawartość opakowania nie zasycha a jednocześnie jej aplikacja jest bardzo higieniczna. Przy 'denkowaniu' produkt łatwo wycisnąć ją do końca. 
Maseczka jest kremowej konsystencji, ma lawendowy kolor. Jej zapach można określić jako dość intensywny jednak przyjemny i lekko ziołowy. 
Maseczkę nakładamy na 10 minut po czym zmywamy ciepłą wodą. 

Moja skóra po użyciu produktu jest nawilżona, jędrna i 'świeża'. Wprost idealna w chwilach relaksu. W opakowaniu jest aż 100 ml maseczki, ja za swoją zapłaciłam 5,90 czyli na prawdę nie wiele.

No i pierwsza maseczka za nami jeśli macie ochotę przyłączyć się do naszego 'maseczkowego wyzwania" to ZAPRASZAMY!

wtorek, 17 stycznia 2017

Lashvolution efekty po miesiącu używania

Cześć dziewczyny!

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami pierwszymi efektami testowania serum pobudzającego wzrost rzęs , które otrzymałam podczas trójmiejskiego spotkania blogerek.
Moje rzęsy nie są złe, jednak chciałam aby stały się bardziej gęste oraz dłuższe. Zobaczymy czy po miesiącu używania widać już jakieś efekty.

Kosmetyk dostajemy w kartonowym rozsuwanym opakowaniu, w którym znajduje się serum w formie eyelinera, instrukcja oraz miarka. Aplikator jest dość sztywny oraz precyzyjny dzięki czemu produkt nie rozlewa się poza linię rzęs.


Kilka informacji ze strony producenta:

LashVolution zapewnia maksymalną efektywność działania, potwierdzoną niezależnymi badaniami. Odżywka przyspiesza naturalny wzrost rzęs, dzięki czemu jest wyjątkowo skuteczna,
a zarazem bezpieczna.
  • pierwsze efekty możesz zaobserwować już nawet po 14 dniach
  • maksymalny efekt uzyskasz po pełnych 4 miesiącach stosowania
  • efekty będą bardziej widoczne niż przy sztucznych rzęsach
  • naturalna alternatywa dla sztucznych rzęs
przed
po


 W przeciągu miesiąca moje rzęsy stały się dłuższe oraz odrobinę gęstsze. Mam wrażenie, że są bardziej elastyczne dzięki czemu rzadziej wypadają.
Jak na razie jestem zadowolona i jednocześnie ogromnie ciekawa efektów po 3 miesiącach kuracji.

niedziela, 15 stycznia 2017

Zapachy na zimę według makeuplisty

Cześć ! 

To co się dzieje za oknem - hulanki śnieżne i minusowa temperatura zainspirowały nas do przygotowania dla Was posta o naszych ulubionych zapachach na zimę. Od razu mogę Wam się przyznać, że nie jest to ani post sponsorowany ani nie wystąpią tu wielkie marki. Według mnie jeszcze nie spotkałam się z żadnym godnym polecenia zapachem na zimę (może pomijając klasyka CK Euphorię).



Zacznijmy od czegoś prostego czym jest Yves Rocher Karmelizowana gruszka. Zapach bliźniaczo podobny do jabłka w karmelu, o którym mowa była tutaj. Tę wodę dostałam na święta jeszcze kiedy używałyśmy tej jabłkowej. 
Woda zawiera w sobie tony słodyczy, lekkiej wanilii i gruszki. Pierwsze skojarzenie podczas wąchania to świeżo otwarty słoik kompotu gruszkowego z goździkami! Długo myślałam co ten zapach mi przypomina i w końcu na to wpadłam. Chętnie po niego sięgamy w zimowe dni. Jest słodki, otulający, przy każdym ruchu czujesz się jak w ciepłym domu. Skojarzenia bardzo podobne jak w przypadku tej jabłkowej wersji. Po prostu magia!

Kolejna propozycja ma swoje korzenie również w mroźnej aurze. Zapach Avon Luck miałam okazję poznać kilka lat temu w Warszawie. Pamiętam, że wtedy mrozy również dochodziły do -10, a mimo to ja chodziłam po mieście zamiast siedzieć w domu.
Nuty zapachowe to: czerwone owoce, białe kwiaty, cytrusy i drzewo sandałowe. Może właśnie dlatego tak mi się podoba ze względu na to drzewo sandałowe i może jeszcze dlatego, że wyczuwam gdzieś tam lekką wiśnie? Zapach jest słodki ale nie za słodki, lekko orzeźwiający - kwaskowo-gorzki jak grejpfrut. Na pewno nie można powiedzieć, że jest to banalny zapach. Dzięki tej unikalności świetnie nadaje się na mrozy a także na wieczory.
Sam flakonik wygląd świetnie, luksusowo i dosyć dziewczęco - wykonany jest z grubego szkła i ozdobiony złotą kokardką przy dozowniku.



Dwie ostatnie propozycje również mają swoją historię w Warszawie - mgiełki zapachowe Bath & Body Works - Japanese cherry blossom oraz Twilight Woods.

Zacznijmy od pięknej japońskiej wiśni - słodkiej, lekko ciężkiej fenomenalnej mgiełki w której zakochałam się od pierwszego psiknięcia. Czytając nuty tej wody jestem zaskoczona co w składzie mamy wszystkie 'zimowe' zapachy. Jedyne co mogę napisać to uczucie, które daje nam ta mgiełka to założenie ciepłego, przyjemnego swetra zaraz o poranku po wyjściu z łóżka. Zapach jest ciepły, lekko drzewny. Jeśli mam być szczera to bardzo mało jest tej wiśni w wiśni ale ma to coś dzięki czemu masz ochotę cały dzień wdychać ten zapach ! 

Kolejnym świetnym zapachem od B&B Works jest Twilight Woods. Ten zapach kupiłam już z tego co pamiętam jakoś w wakacje ale z myślą o chłodniejszych dniach. 
Zapach bardzo podobny do Luck ale na swój sposób inny - tajemniczy, uwodzicielski, lekko ciężki. Kojarzy się z mglistym dniem pośród drzew. Nie wiem czy to będzie zgodne z prawdą ale tutaj również wyczuwam wiśnie, lekko drzewo sandałowe, Cóż mogę Wam powiedzieć więcej jestem zachwycona zarówno tym zapachem jak i jego poprzednikiem. 

Jedyne czego żałuję to to, że nigdzie w okolicy nie ma B&B works i nie mogę spędzać tam połowy dnia żeby wybierać kolejne zapachy. Oczywiście pozostają zakupy przez internet, jednak wiem że wiele ich zapachów jest zarówno fenomenalne jak również nie w moim guście.

Jeśli macie któryś z tych zapachów koniecznie dajcie znać. A może macie innych faworytów na zimowe dni? Czekamy na Wasze odpowiedzi. Trzymajcie się ciepło!

środa, 11 stycznia 2017

Mroźny styczeń

Cześć dziewczyny!

Jak przeżyłyście te kilka mroźnych dni? Muszę się Wam przyznać, że czwartek dał mi w kość. Na szczęście byłam ciepło ubrana i założyłam odpowiednie buty(martensy), jednak niestety i tak czekałam ponad godzinę na transport w stronę domu  i wracałam 2.5 h autobusem (zawsze zajmuje to ok 45 min). Ulice przed blokiem zostały odśnieżone dopiero w sobotę wieczorem, co uważam za skandal. 

W taką pogodę, kiedy nawet w domu staje się zimno, a za oknem widzimy -15 stopni na termometrze człowiek ma ochotę zakopać się w łóżku i nie wychodzić z niego aż do wiosny. W te mroźne dni w moje ręce wpadły 2 typowo zimowe zapachy YC - słodko-ciężki Wild Fig oraz orzeźwiająco-ostry Kilimajaro Stars.


Zaczniemy od tego słodszego zapachu Wild Fig dzięki, któremu można poczuć prawdziwy odpoczynek. Z czym mi się kojarzy mi się ten zapach ? Z błogim lenistwem. Pomieszczenie wypełnia się zapachem podobnym do tego znanego mi z dzieciństwa - suszonych fig. Jednak tu powstaje troszeczkę inna mieszanka wyrazistości i słodyczy. Nie jestem w stanie Wam tego lepiej opisać. Dzięki tej tarcie możemy się zrelaksować i przywołać w pamięci dobre wspomnienia beztroskich chwil.



Kontrastem dla Wild Fig jest Kilimanjaro Stars. Po tartę również chętnie sięgałam w zeszłą zimę, jak możecie zauważyć jestem ogromną fanką wszelkich 'męskich zapachów'. Ten wosk nie należy do moich TOP ulubieńców, chociaż ma on w sobie 'to coś'. 

W składzie tarty można wyczuć aromaty mięty oraz paczuli i rzeczywiście jeśli chodzi o mnie zgadzam się tutaj w 100%. Po podgrzaniu wosku dzieje się coś takiego, że z wow robi się takie - ech, no w sumie może być. Daje on nam ten 'męski zapach' w pomieszczeniu i robi robotę podgrzewania i otulania swoim aromatem ale powiedziałabym śmiało, że jest to troszeczkę podróbka Naomi Cambpel Cat Deluxe z dodaniem tej mięty.

Niestety oba woski nie są moimi ulubionymi ale jeśli miałabym wybrać to oczywiście  wzięłabym Kilimanjaro Stars. Oba woski oczywiście można zakupić na stronie goodies.pl

Powiedzcie jakie macie sposoby na te mrozy. Jaki jest Wasz sposób na relaks? 

sobota, 7 stycznia 2017

Grudniowe denko

Witajcie!
 Nadszedł styczeń a z nim pora na grudniowe denko.


W zeszłym miesiącu postawiłyśmy z Agą na kończenie resztówek kremów. Dzięki temu w denku znalazły się:
  • Chantarelle na dzień o którym możecie poczytać TU
  • Soraya regenerujący krem na dzień i na noc z kwasem Hialuronowym. Krem ślicznie pachniał i za każdym razem po stosowaniu miałam wrażenie, że buzia wygląda na o wiele bardziej wypoczętą i świeżą
  • Peeling ujędrniający Lirene o zapachu mango, o którym pisałam TU. Całkiem Fajny gruboziarnisty zdzierak. Może jeszcze do niego kiedyś wrócę. Jak na razie zużywam swoje zapasy ^^
  • Eveline Cosmetics normalizujący tonik matujący 3 w 1 do cery tłustej i mieszanej. Oczyszcza oraz odświeża skórę. Idealny kosmetyk do porannej pielęgnacji. 
  • Kolejne opakowanie mojego ulubionego zmywacza do paznokci Isana.
  • AA Intymna płyn do higieny intymnej. Cóż robi to co ma robić, nie będę rozpisywać się na jego temat.
  • Miniatura kremu do rąk l'occitane o zapachu róży. Kosmetyki o tej nucie zapachowej nie należą do moich ulubionych. Mimo to z kremem się polubiłam moje dłonie po jego użyciu były idealnie nawilżone. Nie odczuwałam na nich tłustego filmu, a krem dość szybko się wchłaniał. Może kiedyś wypróbuję inną wersję zapachową ;)
  • Oriflame amethyst fatale to bardzo trwały, ciężki zapach. Idealny na wieczory choć na pewno nie dla każdego. Nawet jeśli jest w regularnej sprzedaży to raczej do niego nie wrócę.
  • Miss choc de cardin to zupełne przeciwieństwo poprzednika. Zapach ciepły, słodki idealny na dzień. Kupiłam go w Rossmannie.
  • Kallos bananowa maska do włosów. Pięknie pachniała, moje włosy po jej użyciu były sypkie, lśniące, dobrze się rozczesywały. Nie obciążała ich. Pewnie się jeszcze skuszę choć tym razem na inną wersję zapachową. 
  • Balsam do włosów- aktywator wzrostu bania agafii. Nie jestem pewna czy można powiedzieć żeby w jakiś sposób wpływ na wzrost włosów. Nie zauważyłam znaczącej różnicy, dodatkowo nie pomagał w rozczesywaniu.
  • Dermaglin przeciwzmarszczkowa maseczka, o której możecie przeczytać TU. Tak jak wcześniej pisałam świetna maseczka z glinki do której na pewno wrócę.
  • Regenerujące płatki kiwi kupione w Biedronce. Faktycznie miały działanie orzeźwiające jednak na mnie wrażenia nie zrobiły. Nie kupię ponownie.
  • Sephora plaster na nos mający na celu pozbycie się zaskórników. Produkty tego typu zasługują koniecznie na dużo więcej uwagi, jednak jak na razie mówię stanowcze nie. Produkt nic nie pomaga, po prostu jest i nadaje się do wyrzucenia.
  • Coś niekosmetycznego to wosk Yankee Candle Spiced Orange. Idealny na zimowe wieczory zresztą jego recenzja już się kiedyś pojawiła, ooo TU ;) oraz Car Vent Stick o zapachu Midsummers Night - jest to jeden z moich ulubionych zapachów wśród wosków więc postanowiłam zakupić również coś do samochodu. Zapach pięknie się unosił i jazda sprawiała mi więcej przyjemności niż zawsze. 
  • Kilka lakierów Essence do robienia stempelków niestety zrobił się z niego glutek. Virtual nr 84 i 106 zużyte prawie do samego końca.
  • Trzy szminki Miss sporty 053 ognista czerwień, 020 typowy nudziak i Maybelline 132 również nudziak tle że brokatowy :( pożegnałam się z nim bez żalu.

To by było na tyle, lecę oglądać Wasze posty :*